Bunnahabhain 14 YO 2003 – Pedro Ximénez Cask Finish – OMG nie mam słów

Nazwa: Bunnahabhain 14 YO 2003 – Pedro Ximénez Cask Finish

Destylarnia: Bunnahabhain

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Islay

Moc: 54,3%

Cena: 600 zł (obecnie nie do kupienia w tej cenie)

Zazwyczaj w tym momencie zaczynam od porządnego wstępu. W końcu edukacja licealna nie poszła na marne. Opowiadam więc jakąś anegdotkę lub nawiązuję do miejsca/czasu, kiedy to miałem okazję spróbować daną whisky, w ostateczności staram się nawiązać do historii destylarni i zainteresować czytelnika czymś więcej niż procentem. Należy budować atmosferę i suspens, a dopiero potem przejść do konkretów. Mając powyższe na uwadze, limitowaną 14-letnią edycję Bunnahabhain 2003 PX Cask Finisz miałem okazję próbować podczas ostatniego Whisky & Friends i …

TO NAJLEPSZA WHISKY JAKĄ PRÓBOWAŁEM OD DŁUŻSZEGO CZASU !!!!

Ok, powiedziałem to. Trzeba było to powiedzieć. Nie dało się inaczej, bo wracam do niej myślami odkąd zagościła na moim podniebieniu. Od tamtej pory serwisy aukcyjne i sklepy internetowe zostały przeze mnie zweryfikowane po kilka razy. Ta gładkość, pikanteria, słodycz i bogactwo smaku wracają i nie dają spokoju. Bo było to DOBRE i chcę więcej.

Zawsze uważałem, że 18-letnia wersja Bunnahabhaina, to złoty standard whisky, coś, co utkwiło w pamięci, zawsze smakuje i na czym się nigdy nie zawiodłem, dlatego przynajmniej jedna butelka musi gościć w moim barku. Jednak to, co odnalazłem w wersji 14 Y.O. PX Cask Finisz zdaje się ukazywać, na co jeszcze stać destylarnie.

Będąc na Islay miałem okazję odwiedzić magazyny Bunnahabhain i spróbować ich specjałów prosto z beczek. Krótko mówiąc zakochałem się w ich destylacie. Połączenie wysokiej jakości beczek po sherry i bourbonie tworzy mieszankę, która oferuje bogactwo smaku, jednocześnie nie przytłaczając nadmierną słodyczą. Widać, że producent zna się na swojej robocie. Nie trafiłem jeszcze na wypust, który by mnie nie zaciekawił, a ich torfowe wersje, choć mniej popularne, mogą spokojnie konkurować z innymi przedstawicielami torfu z Islay.

Ponownie miałem nadzieję, że na festiwalu pojawi się oficjalna wersja 25 Y.O., którą coraz trudniej ustrzelić. Ponownie się zawiodłem, jednak postanowiłem sprawdzić, co jeszcze znalazło się obok podstawowej 12-latki. Tak trafiłem na PXa i nagle festiwal Whisky & Friends nabrał zupełnie innego wymiaru. Żeby nie być gołosłownym tego dnia celowałem głównie w wysoką półkę. Miałem okazję próbować Glen Scotię 25 Y.O., GlenDronacha Kingsmn Edition, Glenliveta 25 Y.O., Glenmorangie Signet………… i wreszcie Brorę 34 Y.O. Mimo wszystko moje myśli były przy tej niesamowitej 14-latce. Powiecie że oszalałem, że przerwa w degustacjach skrzywiła mi postrzeganie rzeczywistości, że jestem nieobiektywny, że jest wiele lepszych, tańszych, smaczniejszych i… pewnie będziecie mieli rację.

Pamiętam, jak dwa lata temu miałem okazję degustować wspaniałą dziesiątkę z Diageo Special Releases, którą otwierała Caol Ila Unpeated. Choć było tam wiele doskonałych whisky z Port Ellen i Brorą na czele, do tej pory pamiętam właśnie ją i czuję do niej duży sentyment. Biorąc powyższe pod uwagę zakładałem, że może być to kwestia degustacji Bunnahabhaina jako jednej z pierwszych whisky na festiwalu. Jednak przyniesiony do domu sampel rozwiał wszelkie wątpliwości. Bunnahabhain 14 Y.O. PX Cask Finish zasługiwał na wszelkie komplementy.

A teraz trochę konkretów. Mamy tu do czynienia z whisky, która początkowo leżakowała 11 lat w beczkach second fill ex-sherry, a następnie została przelana do beczek first fill Pedro Ximenez na 4 lata. Dzięki temu nie przytłacza, ale jednocześnie wbija w siedzenie swoją wielowymiarowością. Butelkowana jest z mocą 54,3 %, przez co w język szczypie i orzeźwia. Na limitowaną edycję skała się zaledwie 6768 butelek, a których jedna prędzej czy później zagości w moim domu.

Nie ukrywam, że wolałbym, żeby było to wcześniej, bo odrobinę zdziwiłem się, gdy sprawdziłem ceny Bunny. Jeszcze chwilę temu wersję 18-letnią można było kupić za 460 zł, a 25-letnią za 1260 zł, co uważałem za good value for money. Gdy spytałem na festiwalu o cenę PXa dowiedziałem się, że muszę liczyć się z podobną kwotą, co wspomniana 18-stka. Zacierałem więc rączki, wchodząc na stronę sklepu internetowego, bo oczyma wyobraźni widziałem już mój nowy nabytek w barku, jednak … i tu zaczynają się schody. Ostatnio ceny poszły w górę. Podobno za sprawą braków magazynowych (każdy tak mówi) 18-stka kosztuje już prawie 600 zł, 25-tka 1600 zł, a PX 570 zł. Ostudziło to moje zapędy, lecz nie odebrało nadziei. Będę ją miał, choćbym miał wydrzeć butelkę z destylarni, tak mi dopomóż boże płynnego złota.

Rozpoczynając degustację od razu rzuca nam się w oczy kolor destylatu. Jest głęboki, bursztynowy i wyrazisty. W nosie wyczuwalne są suszone owoce, rodzynki, figi, skórka pomarańczowa, tytoń i czekolada. Przy samym zapachu można spędzić kilka dłuższych chwil, bo z każdą minutą odnajdziemy tu coraz więcej ciekawostek. W ustach pojawi się słodycz śliwek, wiśni w czekoladzie, wanilii i toffi skontrastowana z orzechem, imbirem, cynamonem i odrobiną pikanterii. Ma konsystencję syropu i gładko przechodzi przez gardło. Finish niezwykle przyjemny i długi, pozostawiający posmak przypraw świątecznych i morskiej bryzy.

Gdybym więc miał wybrać jedną whisky, która zawładnęła mną podczas tegorocznego Whisky & Friends, to byłby nią właśnie Bunny PX Cask Finish. Jest to oczywiście tylko moja, prywatna opinia. Zdaję sobie sprawę z tego, że ile osób, tyle znajdzie się propozycji na top one. Przyznam, że jestem ich bardzo ciekaw. Z mojej strony mogę tylko dodać, że na Bunny nigdy się jeszczenie zawiodłem. Nigdy nie miałem żadnych zgrzytów, fuzli, płaskich smaków, marketingowych zabaw w kotka i myszkę z klientem. Jest moc, brak karmelu, brak filtracji, a więc tylko lać i zacierać dłonie. Panie i panowie z czystym sumieniem polecam edycję Bunnahabhain 14 Y.O. 2003 PX Cask Finish.