Highland Park 12 YO 40% – Kraina wikingów miodem, solą i dymem płynąca – Czy warto wydać 170 zł?

Dziś zasiadam do przedstawicieli destylarni Highland Park. W kieliszku wyląduje whisky single malt – Highland Park 12 YO, butelkowana z mocą 40%, a w kolejnym filmie Batch 1 Highland Park Cask Strength 63.3 %. Czy faktycznie warto sięgnąć po whisky z najdalej wysuniętej na północ szkockiej destylarni? Czy miód i sól dobrze się łączą? A może słodki dymek, to to, co wikingowie lubią najbardziej? Sprawdzam A może macie ochotę na zestaw degustacyjny od Highland Park? Tak tylko pytam 🙂

Glenfarclas 21, 25 YO whisky single malt – Czy faktycznie starsza whisky, to lepsza whisky?

Dziś kontynuujemy przegląd whisky z core range destylarni Glenfarclas. W kieliszku znajdą się Glenfarclas 21 YO i Glenfarclas 25 YO. Która dla kogo? Czy warto wydać więcej? Czy faktycznie wiek ma znaczenie? Do tego podsumujemy sobie bieżące wydarzenia na kanale, wspomnę o planach na przyszłość i może rozpoczniemy kolejny konkurs? Zobaczymy.

Glenfarclas 10, 12, 15 YO whisky single malt – Przegląd wypustów destylarni. Którą whisky wybrać?

Dziś zaczynam przegląd whisky z core range destylarni Glenfarclas. W kieliszku znajdą się Glenfarclas 10 YO, Glenfarclas 12 YO i Glenfarclas 15 YO, a w kolejnym filmie znajdziecie degustację Glenfarclas 21 YO i 25 YO. Która dla kogo? Czy warto wydać więcej? Czy faktycznie wiek ma znaczenie? Do tego podsumujemy sobie bieżące wydarzenia na kanale, wspomnę o planach na przyszłość i może rozpoczniemy kolejny konkurs? Zobaczymy.

Glenglassaugh Octaves 44% – Rude dziecko Brown Forman? Co wyszło z małych beczek ? Sprawdzam

Destylarnia Glenglassaugh to jedna z trzech, które w 2016 roku przeszły z rąk Billego Walkera pod dowództwo koncernu Brown Forman. Niestety wydaje się, że raczej stoi gdzieś w tyle jeśli chodzi o zainteresowanie właścicieli. Na czele jest oczywiście Glendronach i Benriach, a Glenglassaugh powoli wypuszczany jest do ludzi. Może nie narobi siana 🙂

No siana nie narobił. Dzięki uprzejmości Brown Forman otrzymałem do testów butelkę Glengassaugh Octaves Batch 2 i było to ciekawe doświadczenie. Na pewno małe beczki swoje zrobiły, a połączenie nut sherry i bourbona sprawiły, że otrzymaliśmy naprawdę ciekawą mieszankę. Czy jednak jest ona warta swojej ceny? Sprawdzam.

 

X by Glenmorangie – Whisky Single Malt stworzona przez barmanów, dla barmanów. Czy warto kupić?

Dziś w kieliszku X by Glenmorangie, czyli whisky typu single malt stworzona jako baza do koktajli. Czy ma to sens? Czy warto kupić whisky za 120 zł jako wkład do drina? Szczególnie, że dokładając dyszkę lub dwie możemy mieć już wersję Glenmorangie 10 YO. Przyznam, że byłem bardzo ciekaw tego, czym faktycznie jest tajemnicza X i czy zastąpi 10 YO w moim rankingu whisky dla początkujących. No i … a zresztą, zapraszam do filmu 🙂

Glengarry Peated and Smoky 40 % – Najlepszy single malt do 100 zł ??? SPRAWDZAM

Dziś biorę się za whisky, o której już dawno pisaliście w komentarzach, czyli Glengarry Peated and Smoky Highland Single Malt. Jest to whisky single malt, która przez wielu uznawana jest za pretendenta do tronu – Najlepszej Whisky Single Malt do 100 zł. Czy faktycznie za 75 zł, możemy dostać dobrego malta? Nie mam wielkich oczekiwań, ale mówię sprawdzam. Jakby coś, będzie na WAS 🙂

Glengarry Peated and Smoky Highland Single Malt, to whisky typu single malt, produkowana przez koncern Loch Lomond Group. Butelkowana jest z mocą 40%, a przy jej produkcji użyto filtracji i koloryzacji karmelem. Charakteryzuje się dymnym aromatem i słodyczą, które łączą się w na tyle ciekawy sposób, że trudno przejść obojętnie. To charakterystyczna whisky, która doskonale sprawdzi się do degustacji solo, jak i w drinkach. Przy cenie 75 zł myślę, że nie ma co się zastanawiać.

Ben Nevis 5 YO Adelphi 61.3% – Czy beczka może ZEPSUĆ whisky?

Wszyscy wiemy, że największy wpływ na whisky, ma beczka, w której leżakował alkohol. Czasem jest to intensywny aromat wanilii, dębiny i świeżo skoszonej trawy. Innym razem może być to gorzka czekolada i korzenne przyprawy. Im lepsza beczka, tym lepsza whisky. Czy jednak dobra beczka, może „zepsuć” whisky? Dziś właśnie o tym.

Destylarnia GlenDronach – Szkocja / Highlands

Sprawa jest dość prosta. Jeśli lubisz sherry bomby, to raczej piłeś GlenDronacha. A jeśli je uwielbiasz, to pewnie nie poprzestałeś na wersjach podstawowych, tylko ruszyłeś na podbój świata single casków, a to oznacza… że może dasz łynia? Bo drogie to cholernie, a wypłata dopiero za kilka dni.

Destylarnia GlenDronach została założona w 1826 roku, jako druga oficjalnie działająca gorzelnia w Szkocji, po Glenlivecie. Reprezentuje region Highlands i robi to dobrze. Jej twórcą był James Allardice, o którego inwencji i pomysłowości w marketingu krążą legendy. Według jednej z nich miał on rozpromować swoje produkty wśród marynarzy Edynburga z pomocą dwóch prostytutek, co znacznie ułatwiło “wypłynięcie” destylarni na szerokie wody.

Zmiany koniunktury w świecie whisky kilka razy dawały się ostro we znaki szkockim producentom, co niestety powodowało, że wiele gorzelni na przestrzeni lat zmieniało swoich właścicieli.
Allardice zajmował się destylarnią aż do swojej śmierci, po czym rządy przejął Walter Scott. Po jego śmierci gorzelnia trafiła do rąk Charlesa Granta i została w rodzinie do 1960 roku.

Następnie właścicielami byli Teacher & Sons, potem Allied Distillers Limited, Chivas Brothers Ltd, wreszcie BenRiach Distillery Company i obecnie Brown-Forman. Mówi się, że pod rządami przedostatnich, czyli sławnego Billego Walkera, destylarnia wreszcie pokazała na co ją stać, a doskonała selekcja beczek w połączeniu z porządnym destylatem zrobiła swoje. W związku z tym, starsze edycje GlenDronacha potrafią zadowolić nawet najbardziej wysublimowane podniebienia, ale idzie za tym cena, która wielu może odstraszyć.

Jak to będzie z Brown-Forman? Na tę chwilę idzie im chyba całkiem nieźle, choć pojawiały się obawy, że produkcja z jakości przejdzie w ilość, szczególnie, że umowa dotyczyła nie jednej, a trzech destylarni tj. GlenDronach, BenRiach i Glenglassaugh.

 

Tak, jak wspomniałem wyżej, do głównych bottlingów destylarni należą:

Core range:

The Hilean 8 YO, Forgue 10 YO, Original 12 YO, Revival 15 YO, Allardice 18 YO, Parliament 21 YO i Peated.

Osobiście uważam, że najlepiej zacząć od wersji 12-letniej, aby w pełni doświadczyć tego, co w podstawowej wersji ma do zaoferowania destylarnia. Jeśli posmakuje, to gorąco polecam Revival 15 YO i (dla wielu jedną z “must have”) Parliament 21 YO.

Wersje Original 12 YO i Peated omawialiśmy już tu:

–> Jaka whisky do 200 zł? – Glendronach 12 Y.O. single malt whisky<–

–>The GlenDronach Peated – dymek w sam raz na wakacje<–

Limited Releases:

Grandeur 27 YO, Cask Strength, Peated Port Wood, Kingsman Edition.

Z wyżej wymienionych miałem okazję próbować wersji Cask Strength i było to dobre, Peated Port Wood było bardzo dobre, no i Kingsman była świetna, choć jej cena potrafi zwalić z nóg.

Cask Bottlings:

Są to wersje single cask z oznaczeniem wieku – obecnie batch 16 zawiera destylaty starzone przez 11 do 28 lat, porządne, walące w ryj sherry bomby, które nie dość, że dobrze wyglądają i wzbudzają zachwyt i zazdrość na forach, to jeszcze smakują tak, jak whisky powinna smakować. Oczywiście idzie za tym cena, a ta zaczyna się od 600 zł.

GlenDronach to jedna z pierwszych destylarni, która do maturacji whisky używała beczek po sherry – PX i Oloroso z Andaluzji. Oczywiście w dobie boomu na wzmacniane wino ich cena nie osiągała części obecnej, ale i tak było to spore wyzwanie. Pamiętajmy też, że whisky od GlenDronach są niefiltrowane, butelkowane z mocą minimum 43% i nie są kolorowane.

Sam destylat jest świetnym reprezentantem swojego regionu. Zazwyczaj Highlands kojarzy się z alkoholem ciężkim, mięsistym, głębokim i rozbudowanym. Często mówimy o whisky “brudnej”. Chodzi o brak upiększania jej z pomocą technologii, pozwalającej na “oczyszczenie” destylatu z tego, co przecież najlepsze. Filtrując, pozbawiamy go głównie tłuszczu, który jest przecież doskonałym nośnikiem smaku.

Jeśli do tej pory nie mieliście okazji zapoznać się z GlenDronachem, koniecznie trzeba to nadrobić. Stanowi on niezwykle ważny rozdział w historii szkockiej whisky, rozdział, którego nie można pominąć.

Destylarnia Strathisla – Szkocja/Highlands

Jeśli mieliście kiedyś okazję próbować whisky Chivas Regal, to tak, jakbyście próbowali Strathisli. Nie bez powodu mówi się, że Strathisla, to “home and heart of Chivas Regal”. To jej główny składnik, dzięki niej nabiera tego słodowo-owocowego charakteru i gdy zestawimy ją z oficjalnym 12-letnim wypustem można się dosłownie pomylić.

Strathisla, czyli “dolina rzeki Isla” powstała w 1786 roku w Keith, założona przez Georga Taylora i Alexandra Milne, jako Miltown Distilling Company. Przez lata zmieniała właścicieli, jak i nazwę. Po pożarze w 1879 roku została odbudowana, aby wreszcie w 1950 trafić w ręce Chivas Bros. Tak już zostało. Jest to ponoć najstarsza działająca destylarnia Highlands.

Niestety jej waga dla produkcji Chivasa jest tak wielka, że ciężko o dobry wypust w postaci niemieszanej. Podstawkę stanowi wersja 12-letnia, butelkowana z mocą 40%, którą możemy nabyć za ok. 220 zł. Czy warto? Mi jeden raz wystarczy. Ciekawie jest ją zderzyć z samym blendem braci Chivas, ale w tej cenie znajdziemy dużo lepszych whisky.

Co innego wypusty niezależne. Nie ma ich jednak dużo. W podobnej cenie, co oficjalny wypust znajdziemy ją pod marką Signatory, ale już mocą 46% i w wersji 10-letniej. Możemy także spróbować wypustów od Gordon & Macphail, jednak ich ceny są już z kosmosu.

Jest to istotny single malt, ze względu na jego wkład w rozwój potęgi marki braci Chivas, jednak osobiście traktowałbym go raczej jako ciekawostkę.

Destylarnia Glen Garioch – Szkocja/Highlands

 

Podczas mojej pierwszej w życiu degustacji whisky, organizowanej przez chłopaków z Whisky My Wife, miałem okazję spróbować zabutelkowanej przez nich w destylarni i przywiezionej do Polski – Glen Garioch. Wiem, że nie mogła być tak dobra, jak ją wspominam, ale w tamtym momencie zachwyciłem się złożonym zapachem, głębią smaku, mocą palącą mi podniebienie i słodkim finishem. Była to jedna z cegiełek, na których zbudowałem moją pasję do whisky i gdyby nie takie ulotne chwile, pewnie byście nie czytali tego tekstu.

Do tej pory wspominam zażenowane miny degustatorów , gdy podczas kolejnego spotkania oświadczyłem, że “dobra była ta glengarioch”. Organizatorzy uśmiechnęli się tylko i szepnęli “glen giri”. Tak właśnie wymawia się tę nazwę.

Glen Garioch, to jedna z najstarszych, bo założona w 1797 roku destylarnia Szkocji. Jest także najbardziej położoną na wschód gorzelnią. Jej nazwa pochodzi od rejonu żyznej ziemi w północnowschodniej Szkocji. Początkowo była to whisky dymna, jednak ze względu na mały popyt, ówczesny właściciel DCL (dzisiejsze Diageo) postanowiło zamknąć produkcję. Destylarnię przejął Stanley P. Morrison, a obecnie jest własnością Morrison Bowmore Distillers, która to spółka należy do japońskiego Suntory.

Dawniej mocno dymna, obecnie kojarzy się raczej ze słodyczą z nutami sherry i z delikatnym dymkiem w tle. Godnie reprezentuje region Highlands swoją wyrazistością i głębią. Niestety popularna na naszym rynku wersja 1797 Founders Reserve zupełnie mi nie przypasowała. Była dość alkoholowa i nieułożona. Dużo lepiej sprawdziła się u mnie 12-stka butelkowana z mocą 48%. Miała pazur i łączyła smaki owocowe z kremem brulee i wytrawną dębiną.

Znacznie ciekawsze wydają się być wersje z oznaczeniem wieku, a także wydania starsze, które potrafią miło zaskoczyć. Glen Garioch można też spotkać wśród ofert niezależnych bottlerów, choć tutaj jest trochę, jak z loterią, a przed zakupem warto sięgnąć do opinii innych degustatorów.

Choć krąży opinia, że destylarnia stanowi jedno z najsłabszych ogniw portfolio Morrison Bowmore Distillers, to osobiście znam kilku jej fanów, którzy za dobre “giri” poszliby w ogień.