Maker’s Mark 45% Bourbon – Młode polskie rzemiosło – Czy whisky premium, może być kraftowa?

Jedną z butelek, jakie najbardziej chcieliście zobaczyć na kanale i o którą prosiliście jest bourbon – Maker’s Mark. Niby go znamy, niby lubimy, ale ze względu na ogólną dostępność mam wrażenie, że często zapominamy o jego rzemieślniczych korzeniach. Pomysłodawcy akcji „Młode polskie rzemiosło” postanowili to zmienić. Tu pojawił się pomysł, na ukazanie wspólnych wartości marki Maker’s Mark i kilku zdolnych, ciekawych ludzi pasji.

W tym filmie zdegustujemy bourbon Maker’s Mark, a także opowiem Wam czym są ciekawostki, jakie do mnie dotarły i gdzie możecie znaleźć o nich więcej informacji. Moim zdaniem … WARTO. Szczególnie, że w ostatnich latach miałem wrażenie, że ta wszechobecna „kraftowość” zabija ducha prawdziwego rzemiosła. Bardzo się cieszę, że informacje o jego śmierci były przedwczesne co zdecydowanie widać po perełkach jakie dostałem przy okazji akcji.

Mo61 Perfume Lab,
Pierwsze polskie laboratorium perfumerskie założone przez Michała Jegera i Monikę Zagajsą. Celem przedsięwzięcia było szycie perfum na miarę. Firma oferuje spersonalizowane podejście do osoby i pomoc w wyrażeniu siebie poprzez zapach. Skoro robimy to za pomocą ubrania, makijarzu butów, zegarków, to czemu nie przez zapach.

W zestawie znajduje się flakon perfum inspirowany właśnie Maker’s Mark.

Kuźnia Barona,
Miejsce stworzone z miłości do metalu. Założył je Konrad Baron, który ponownie w sposób spersonalizowany podchodzi do każdego zamówienia. Nie chodzi o produkcję masową, ale indywidualne podejście. Każdy właściciel ma mieć niepowtarzalny produkt. Tutaj chyba świetnie sprawdzi się do otwierania tej butelki.

Kaletnictwo Vanilla Custom Leather,
Znacie te historie, jak potrzebujecie czegoś i nigdzie tego nie ma. Nagle znajdujecie niszę i wsiąkacie. Pasje zmienia się w biznes i idą ze sobą w parze. Brzmi jak amerykański film? Trochę tak jest. Szczególnie, że ma amerykańskie korzenie. Założycielem marki jest Michał Tysarczyk, który jak sam mówi lata temu poszukiwał spersonalizowanych akcesoriów do swojego Harleya. Znalazł je w stanach ale koszty przekraczały granice rozsądku. Po miesiącach nauki, masach tutoriali i licznych błędach powstał pierwszy produkt. A potem kolega chciał podobny, a kolega miał kolegę i poszło. Obecnie pracowania zajmuje się produkcją różnych akcesoriów, ale każde jest niepowtarzalne.

Manufaktura MUAS,
Twórcą tego kubka jest manufaktura ceramiczna Muas założona przez Kati Romanowską i Łukasza zwanego Czarnym. Każdy z nich różni się nieco od siebie, dzięki czemu ponownie otrzymujemy produkt niepowtarzalny. Ma to nawiązywać do każdej butelki Maker’s Mark. Kati choć z wykształcenia jest architektem po pierwszych doświadczeniach z ceramiką połknęła bakcyla i reszta jest historią. A dzieła tej pasji możecie właśnie podziwiać.

Bulleit Frontier Whisky Kentucky Straight Bourbon 45% – Czym jest whisky i jak to się pije?

Jedną z najczęstszych sugestii pod filmami na kanale była ta o degustacji bourbonów. No jak to, kanał o whisky, a nie ma amerykańskich specjałów. Przyznam, że zbierałem się od jakiegoś czasu i czaiłem na odpowiedni moment. Uroczyście więc oświadczam, że dziś rozpoczynamy cykl o whiskey amerykańskiej, a w nim poruszymy tematy produktów z za oceanu w tym wyjaśnimy: – czym jest whiskey ? – czym jest bourbon ? – czym jest wheat i rye whiskey ? – ile czasu ma leżakować alkohol, żeby być „straight” ? i rozwiążemy wreszcie konkurs. A wszystko to podczas degustacji – Bulleit Fronier Whisky Kentucky Straight Bourbon 45% ABV

Veles Distillery – Dym i ogień

Niedawno na naszym rynku pojawiły się cztery ciekawostki reprezentujące nowy projekt Michała Płucisza, twórcy Wolf & Oak, a teraz także Veles Distillery. Dzięki uprzejmości Michała w moje ręce trafiły sample każdego z nich i po dwóch intensywnych posiedzeniach, mogę już wypowiedzieć się na ich temat. Nie ukrywam, że gdy tylko na stronie Alkohole Rzemieślnicze – pojawiła się oferta dwóch wersji amerykańskiej whiskey i dwóch rumu, widząc samą oprawę graficzną i mrok w butelkach moje dłonie szybko odnalazły przycisk ” Do koszyka”. Prezentacja jest piękna, kusi prostotą, a do tego sam fakt, że mamy do czynienia z alkoholem sprowadzonym (w przypadku whiskey – Ameryka, w przypadku rumu – Wenezuela), który został poddany finiszowaniu pod okiem Michała już w kraju, zaciekawił i raczej gwarantował jakość. Gdy jednak wyskoczyła mi cena końcowa w postaci kwoty ok. 1000 zł, postanowiłem przeczekać pierwszy zachwyt. Mamy w końcu do czynienia z młodym alkoholem, którego główną zaletą miało być finiszowanie. Czy będzie to warte kwoty 240/250 zł? Myślę, że po degustacji mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Na zestaw sampli składa się:
– Veles Rum „trio”
– Veles Rum „smoky”
– veles Whiskey „quattro”
– Veles Whiskey „smoky”

No to do dzieła.

Veles Rum „trio”
Mamy do czynienia z rumem z Wenezueli, który według producenta spędził w beczce ponad 5 lat. Na serię pierwszą składają się 182 butelki, a moc alkoholu wynosi 58,4%. Początkowo leżakowany był w beczkach z amerykańskiego dębu, aby w Polsce zostać poddanym finiszowaniu pod okiem producenta. Cena – 250 zł

W nosie znajdujemy bogactwo suszonych owoców, karmelu, cukru trzcinowego i nuty syropu klonowego. Zachęca do degustacji i ukazuje rum w zupełnie nowym obliczu.

W smaku wydaje się gęsty, oblepia podniebienie i od początku, aż do końca dostarcza wielu poziomów smaku. Znajdziemy tu ponownie suszone owoce, ale podbite ciemną czekoladą i nutami zleżałej herbaty. Jest to alkohol deserowy. Moc 58,4% miło szczypie w język i dodaje całości wyrazu.

To dobry produkt. Jeden z najlepszych rumów, jakie miałem okazję degustować. Podoba mi się jego budowa, a także możliwość degustacji bez kastracji do 40%.

– Veles Rum „smoky”
Tym razem dostajemy rum poddany finiszowaniu w beczce z polskiego dębu i beczce po czerwonym winie wędzonej wcześniej drzewem czereśniowym. Moc to 58,4%, a cena wynosi 240 zł. Pierwsza edycja składa się z 307 butelek.

W nosie intensywne, rumowe nuty znikają, a przykrywa je słodka wędzonka i owocowa herbata. Nakładka jest na tyle intensywna, że w blindzie trudno by mi było powiedzieć z czym mam do czynienia.

W smaku dostajemy złożony produkt, który stanowi wariację na temat słodyczy alkoholu i wielu aspektów dębowych. Ja najmocniej odbieram polski dąb, który wprowadza waniliową słodycz, świeżość i miód rzepakowy. To nadal jest dobry rum, ale uzyskał jakby filtr, przez który patrzymy na niego z innej perspektywy.

Po opisie, spodziewałem się dużej ilości dymu, ale go tu nie znalazłem. „Smoky” okazało się raczej kompotem z suszu.

– Veles Whiskey „quattro”
Tym razem mamy do czynienia z whiskey amerykańską. Jest to czterolatka z Kentucky, która gdyby tak zostałaby zabutelkowana mogłaby nosić miano bournona. Po wylądowaniu w naszym kraju poddana została finiszowaniu w polskim i francuskim dębie. Moc wynosi 57,2%, a na pierwszą partię składa się 187 butelek w cenie 250 zł za sztukę.

W nosie znajdujemy bogactwo dębiny. Jest to dębina słodka, herbaciana, która kojarzy się z ciastem świątecznym i skórką chleba. Nuty typowe do bourbonów, jak syrop klonowy i kukurydza nadal u są, ale mam wrażenie, że finiszowanie zepchnęło je na dalszy plan.

W smaku czuć moc, młodość destylatu i transparentność produktu. Nie jest to klasyczny Jim Beam, czy inny przedstawiciel budżetowych whiskey. To bogaty, złożony produkt, który daje możliwość spróbowania wyrobów Kentucky w zupełnie innym świetle. Mam jednak wrażenie, że polski dąb złagodził trochę amerykański charakter. Czy to dobrze, czy źle, pozostaje kwestią gustu.

– Veles Whiskey „smoky”
Ostatni z degustowanych alkoholi to ta sama whiskey, poddana bardziej skomplikowanym eksperymentom. Nadal mamy tu do czynienia z czterolatką, jednak moc wynosi 56%, a ilość butelek w serii to 313, w cenie 240 zł za sztukę.
Tym razem finiszowanie polegało na użyciu beczek z polskiego dębu, a także francuskiego, wędzonego wcześniej drewnem czereśniowym, śliwkowym i torfem.

Ponownie spodziewałem się, że „smoky” uderzy mnie charakterystycznymi dla whisky torfowych skórą, morzem, wygasłym ogniskiem, jodyną itd, ale nie. Mamy tu raczej intensywną mieszankę suszonych owoców, czerwonej herbaty, jagód. Wszystko to skąpane jest w leśnej ściółce i powietrzu po burzy. To ciekawa kompozycja, złożona i godna dłuższej degustacji. Natomiast mam wrażenie, że nie każdy fan bourbona będzie uradowany z tych niuansów.

W smaku mamy znów mieszankę Ameryki, syrop klonowy, smażoną na maśle kukurydzę, dużo wanilii, a do tego świąteczny susz, śliwki, czekoladę i goździki. Moc na pewno wyczuwalna, ale przyjemna. Dodaje pazur w finiszu.

Jak podsumować degustację produktów Veles Distillery? Na pewno są one nieoczywiste. Podoba mi się, że siadając do obu wersji rumu, czy whiskey możemy zobaczyć co „było” lub co może być. Wyobraźnia dzięki temu dostaje porządnego kopa, bo jeśli wyszło „to”, to co jeszcze nas czeka. Eksperymenty Michała z beczkami, pokazują nam jak wiele daje dąb, a także wizja producenta. Dla osób, które potrafią docenić takie produkty, na pewno będzie to gratka. Mam wrażenie, że nie chodzi tu o sam rum, czy whiskey, ale o wariacje na ich temat. Mi osobiście produkty UN „smoky” przypadły bardziej do gustu, choć każdą z degustowanych ekspresji Velesa mogę szczerze polecić.

*zdjęcia pochodzą ze strony producenta

Bandwagon Straight Bourbon Whiskey – Czy warto wydać 65zł na NOWY bourbon z Biedronki?

No i mamy kolejny poniedziałek, co oznacza kolejny film na kanale. Dziś w kieliszku Bandwagon, czyli budżetowy bourbon z Biedronki. Czy warto wysupłać na niego 65zł? Zapraszam.

Bandwagon Straight Bourbon Whiskey – Czy warto wydać 65zł na NOWY bourbon z Biedronki?

 

6 x Jack Daniel’s Tennessee Whiskey – słodko, słodziej, cukrzyca

Czy jest bardziej znana na świecie whisky niż Jack Daniel’s? Jak to whisky? Przecież to amerykańskie, więc bourbon. No… nie. Tzn i tak, i nie, ale po kolei.

Jack Daniel, to nazwa destylarni położonej w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w Tennessee, Lynchburgu, założonej przez… zgadliście (nie?) Jaspera Newtona “Jacka” Daniela (nie Jacka Danielsa) w roku 1875. Ze względu na brak okolicznej konkurencji mogła dużo szybciej się odrodzić, po czasach prohibicyjnej suszy. Zapotrzebowanie było ogromne. W roku 1956 została przejęta przez korporację Brown-Forman, ale jej charakter pozostaje do dziś z grubsza niezmieniony.

To whisky, whiskey, czy bourbon? Mówiliśmy o tym trochę na naszym kanale Youtube w odcinku:

A także w naszym słowniczku:

Whisky ABC – wszystko, co musisz wiedzieć

Whisky to destylat z piwa, które powstaje na bazie mieszanki zbóż. Choć Europa poszła w kierunku żyta i jęczmienia, to Ameryka ze względu na dostępność kukurydzy wybrała inną drogę. Dlatego właśnie mamy osobny ”gatunek” – bourbon. Aby mówić o amerykańskim bourbonie musimy mieć alkohol wytwarzany na terenie USA z przewagą kukurydzy w zacierze, starzony w nowych beczkach z amerykańskiego dębu.

Jeśli jednak ktoś chce podkreślić swoją odrębność i wyjątkowość, może nazwać swój produkt np. Tennessee Whiskey i też jest pięknie. Tym właśnie jest Jack Daniel’s. No dobra,  jest kilka różnic, a największa z nich to filtrowanie alkoholu przez 3.5 metrową warstwę węgla drzewnego z klonu cukrowego tzw. Lincoln County Process. Prawo stanu Tennessee zakłada, że Tennessee Whiskey jest straight bourbonem, czyli w zacierze mamy min. 51% kukurydzy, a do tego musi być poddana wyżej wymienionemu procesowi, no i oczywiście jest wytwarzana na terenie stanu.

Jedną z pierwszych whisky, jakich próbowałem był właśnie Jack Daniel’s. Pracowałem wtedy jako kelner w nadmorskiej miejscowości i po godzinach pracy odpoczywając przy barze, otrzymałem od szefa szklaneczkę mieniącą się złotem i butelkę coli. Po zmieszaniu było to słodkie, klonowe, migdałowe i cholernie smaczne. Tak odkryłem Jack and Coke – jednego z najbardziej popularnych drinków na świecie. Potem poszło sprawnie.

Ostatnio dzięki uprzejmości kolegi Konrada (dziękuję), otrzymałem zestaw miniaturek z jego kalendarza adwentowego. Wyglądały pięknie, choć obawiałem się tego, co w nich znajdę. Już dawno minęły czasy, kiedy słodki alkohol przypadał mi do gustu, a pana Jacka nie piłem przeszło trzy lata. Dlatego też minęło kilka dni zanim wziąłem się do roboty. Efektem jest ta mini recenzja.

Jack Daniel’s Old No. 7

W portfolio destylarni mam już wiele różnych mniej lub bardziej dostępnych produktów. Na sklepowych półkach można nawet znaleźć marynaty do mięs z logiem Jacka, cukierki itd. Ale oczywiście najbardziej znanym i pitym jest Jack Daniel’s Old No. 7. Nazwa pochodzi od numeru pod jakim oryginalnie destylarnia została zarejestrowana tzn. Nr 7 w dystrykcie 4-tym. Co ciekawie, choć numer tej lokacji został w późniejszym czasie zmieniony na 16-ty w dystrykcie 5, to nazwa pozostała niezmieniona.
Whisky ta butelkowana jest w mocy 40%, ma piękny bursztynowy kolor, a zapachu nie da się pomylić z innym. Niby to bourbon, ale na sterydach. Filtracja przez węgiel z klonu dodaje tu wiele słodyczy, aromatu migdałów, dębiny, lekkiego wędzenia. To przyjemna whisky, która w sumie nie wymaga żadnych dodatków, ale zazwyczaj stanowi wkład do drinków. Nie dzieje się tam bardzo dużo, a głębia jest znikoma, ale to przyjemny alkohol, który często stanowi złoty standard domowych zapasów.

Cena – 100 zł za litr

Jack Daniel’s Gentleman Jack

Wprowadzony w 1988 roku Jack Daniel’s Gentleman Jack stanowił uzupełnienie portfolio, o coś bardziej wysublimowanego. Butelka od razu rzuca się w oczy, a promocje w sklepach travel retail kuszą z daleka. Choć jest to ciekawa opcja prezentowa, to osobiście nie umiem jej umiejscowić na wyimaginowanej liście potrzeb klienta. Z jednej strony cenowo przerasta Old no. 7 i wygląda bardziej “na bogato”. Z drugiej strony ze względu na podwójną filtrację osiąga coś niemalże niemożliwego, otóż jest jeszcze słodsza niż podstawka. To zastrzyk klonowej rozkoszy. Mam wrażenie, jakbym żuł diabetologiczną zmorę w zamkniętą w kawałku drewna.
Nie zalałbym jej colą, bo prawdopodobnie wypadłyby mi zęby, ale sama, na lodzie, prezentuje się godnie i wiem, że ma wielu fanów.

Cena – 110 zł za 0.7l

Jack Daniel’s Single Barrel

Reprezentantem najwyższej półki z degustowanych dziś produktów jest wersja Jack Daniel’s Single Barrel. To ciemniejszy trunek, bardziej wyrazisty, butelkowany z jednej beczki, z mocą 45%, o zapachu klasycznego Danielsa, ale z dużo większą ekspresją dębiny. Z jednej beczki otrzymujemy około 250 butelek. W ofercie dostępne są także pełne beczki, gdyby ktoś był zainteresowany.
Single Barrel różnią się od siebie delikatnie, nie są to różnice znaczące. Ze wszystkich dzisiaj omawianych produktów oceniam ją prawie najwyżej, głównie ze względu na zmianę profilu smakowego w kierunku większej rozmaitości i głębi. Nie jest już tak słodko, dzięki czemu możemy dostrzec inne aspekty tego alkoholu.

Cena – 160 zł za 0.7l

Jack Daniel’s Straight Rye Whiskey

Moim number one w tym zestawieniu jest Jack Daniel’s Straight Rye Whiskey. Butelkowana jest z mocą 45%, co dodaje jej charakteru. W zacierze znajdziemy 70% żyta, 18% kukurydzy i 12% słodowanego jęczmienia. Zamiana kukurydzy na żyto powoduje, że jest wytrawniej, ostrzej i ciekawiej. Nie ukrywam, że jestem fanem Rye Whisky, więc mogę być lekko stronniczy, ale to jedyna whisky z tego zestawu, która pokazuje pazur i jakiś temperamentu.
Nadal jest słodko, i nadal są migdały, klon i dużo wanilii, ale tym razem kompozycja nie obezwładnia, a kieruje raczej w stronę sadu z jabłkami i nut skoszonej trawy.

Cena – 110 zł – 0.7l

Jack Daniel’s Tennessee Honey

Teraz kolej na dwa potworki. Tych bałem się najbardziej. Butelkowane są z mocą 35%. Nie przepadam za takimi tworami i mam z nimi kiepskie wspomnienia, bo jeśli sam Jack jest słodki, to kto wpada na pomysł, żeby dodać do niego miodu. Ano ktoś wpadł i wyszedł Jack Daniel’s Tennessee Honey. To już oczywiście nie jest whisky, ale napój alkoholowy na bazie Jacka Old No 7. Choć sam nie przepadam, to znalazłem wiele pozytywnych komentarzy na jego temat, co oznacza, że  target trafiony – zatopiony.

Cena – 80 zł – 0.7l

Jack Daniels Tennessee Fire

No i żeby było ciekawiej, jeśli można było połączyć Jacka z miodem, to czemu nie z likierem cynamonowym? Ta ekspresja powaliła mnie na kolana i długo nie mogłem się pozbierać. Siedzący we mnie szowinista powiedziałby, że to taki ukłon w stronę kobiet, ale no… nie. To raczej ukłon w stronę bogatszych studentów, medialnych imprez, czy ładnych zdjęć. Zapach domowego ciasta, lekko chemiczny, kojarzy się z nowymi liniami szamponów lub mydła. Z góry wiem, że nie jestem targetem tego alkoholu, ale staram się, naprawdę się staram.
Smak mnie pokiereszował. Przypomina mi popularne sto lat temu gęste szoty na bazie miodu, syropu cukrowego, czy malinowego. Podejrzewam, że chodziło o wkład do drinków, ale … NIGDY WIĘCEJ.

Cena: 80 zł – 0.7l

Co myślę o marce Jack Daniel’s? Po pierwsze jestem pełen szacunku dla marki, która przez tyle lat zachowała swój odrębny charakter i wciąż jest na podium. Danielsa znają wszyscy. Ej stary znasz Danielsa? No jasne, że znam. Proste. Ułatwia to dogadanie się w obcych językach. Np. jeśli chcecie zamówić butelkę Danielsa w Szwecji, to powiecie: Jack Daniel’s. Jeśli natomiast będziecie w Japonii, to będzie to: Jack Daniel’s. To musi budzić respekt. Po drugie, trudno mi się wypowiadać bez spróbowania większej ilości wypustów z wyższej półki. Kiedyś przyjdzie na nie czas. Podobno dają radę, zachowując przy tym charakter destylarni. Po trzecie, czy to Daniel’s, czy Beam, czy Ballantine’s nie toleruję ich smakowych dziwolągów. NIE.

Na koniec przyznam, że Rye zrobił na mnie najlepsze wrażenie i z chęcią otworzyłbym kolejną butelkę w domu. Oferuje on najciekawszą kombinację smaków i zapachów, zachowując przy tym swoją danielsowość.

A jak jest u was? Który jest „waszym” Jackiem? Czy lubicie smakowe ekspresje? Jeśli tak, to DLACZEGO?