Co ma bimber do kawy?

Bierzemy kawę, wrzucamy do beki następnie palimy i mamy ziarna maturowane w casku ex sherry i virgin oak. Dla fana kawy, whisky, czy obu – must have. Ile w tym marketingu, a ile faktycznej jakości? Postanowiłem sprawdzić. Bo jeśli paczki sygnowane są logiem BIMBER Distillery, to wiadomo, że rozejdą się szybko, a potem trzeba będzie “porozmawiać”.

Bimber Distillery robi na świecie furorę. Kto nie kupił zawczasu butelki, ten albo skupuje licząc na mniejszy zysk, marudzi z powodu “psucia” rynku, lub ma co robić i nie zawraca sobie głowy tematem. Je należę do tych trzecich. Choć doceniam jakość produktów, widzę olbrzymi potencjał na przyszłość i doceniam siłę marketingu, to w moim sercu jest tylko Kilchoman. A tak poważnie, portfel się jakoś skurczył i po prostu nie podzielę banknotów na pół.

Ostatnio ogłoszono jednak wersje “krajowe” Bimbra i dzięki uprzejmości Pana Jarka Bussa i sklepów Ballantine’s w moje ręce trafiła sztuka, razem z ciekawostką. Zakupiłem też wspomnianą wyżej kawę… od producenta whisky.

Z góry muszę napisać, że nie jestem wielkim kawoszem. Mam ręczny młynek, bawię się w przelewy, dripy, aeropressy itd. ale to tylko wyraz głęboko skrywanego hipsterstwa. Coś poczytałem, coś spróbowałem i szykuję się do pierwszego ekspresu kolbowego. Tyle. Dlatego ktoś z większą wiedzą na pewno będzie w stanie wypowiedzieć się dogłębniej. Ja jestem prosty chłopak i napiszę co mi podpowie nos.

Czy więc kawa z Bimbra ma sens? Zaraz się przekonamy.

Bimber Distillery wypuścił na rynek polski dwa kawowe zestawy. Sprzedawane są za pośrednictwem sklepów Ballantine’s, a każdy kosztuje 79 zł za 200 gr.

Oba zawierają ziarna z Kolumbii, jednak pierwszy to kawa przechowywana przez trzy miesiące w beczce ex sherry i palona w stopniu medium dark w dniu 9.11.2020, natomiast druga przechowywana trzy miesiące w beczce virgin oak i wypalana w dniu 25.10.2020 w stopniu mocnym.

Do dzieła.

Ex sherry przed zmieleniem uwydatnia aromaty suszonych owoców, czekolady i wiśniowej słodyczy. Po zmieleniu, jak można się spodziewać zapach jest bardziej otwarty i wyrazisty, ale dochodzi jakaś głębia przypraw korzennych.
Nie mogłem się powstrzymać, żeby nie zgryźć ziarenka i wydawało mi się bardzo suche, łykowate, gorzkawe i zupełnie nie “soczyste”, jakby sugerował zapach.
Po zalaniu w pomieszczeniu rozszedł się zapach… herbaty rooibos. Przynajmniej takie było moje skojarzenie, a że herbaty od dawana nie pijam, było to dla mnie zaskoczenie. Sam aromat kawy znajduje się gdzieś w tle, ale na czele wychyla się owocowy susz. Czuję też kwiat róży i wiśniową konfiturę.
Smak nie jest spójny z zapachem. Jest lekki, ale intensywny. Pije się łatwo, choć każdemu zaczerpnięciu towarzyszy smak kwaskowy i palonego drewna. Cała słodycz wydaje się być ładną nakładką, która cieszy nos, ale w ustach zanika.
Wszystko przywołuje mi też na myśl lekarstwo o smaku malin. Niby słodkie, ale z goryczką, która szybko znika i pozostaje tylko posmak.

Virgin oak to kawa mocniej palona i to od razu czuć. I przed i po zmienieniu – węgielek. Przyznam, że na tym etapie byłem lekko zawiedziony. Po zalaniu i odczekaniu zaczęło się dziać więcej. W nosie wygasłe ognisko, ale palone wcześniej jakimś owocowym drewnem. Są lekko słodkawe i delikatne nuty. W smaku gorzko, wyraziście i bezsprzecznie tu już mamy do czynienia z kawą. Jest to jednak lekka kawa, przyjemna, łatwo pijalna. Z kubka dochodziły mnie też aromaty starego kredensu, lakieru i czekolady.

Co ciekawe mam wrażenie, że ex sherry lepiej sprawdza się w zapachu, a virgin oak wprost przeciwnie. Jej siła leży w smaku.

Zastanawiam się na koniec, jaka różnica byłaby przy innym rodzaju parzenia. Mieszanka opisywana jest jako espresso, a ja jednak takiego nie zrobiłem. Zarówno sposób przygotowania i temperatura mają tu spore znaczenie. W związku z powyższym zostawiam pole do popisu wyobraźni.

Na pewno nie zalałbym tych kaw mlekiem, bo byłaby to wielka strata. Na pewno też nie staną się moją daily kawką. Taka ciekawostka na spokojny dzień. Ciekawy eksperyment, który będę dobrze wspominał i czasem wracał z uśmiechem na ustach. Mam nadzieję, że będzie to początek podobnych tworów i nie mogę doczekać się kawy z beczki po porządnie dymnej whisky. To by było coś.