– Mam świetnego ASZENTOSZANA – uśmiechnął się do mnie sprzedawca w jednym ze specjalistycznych sklepów. Podziękowałem uprzejmie i zwróciłem uwagę na stojące obok LAFRUA i LAGAVULĘ.

Czym jest ASZENTOSZAN? Auchentoshan (czytany poprawnie O(k)hentoszn), to jedna z niewielu już pozostałych destylarni regionu Lowlands w Szkocji. Kojarzona jest z charakterystycznej “trawiastości” i lekkości destylatu. Od konkurencji różni ją potrójna destylacja alkoholu, a na naszym rynku znamy ją głównie z edycji American Oak, która jest jedną z popularniejszych butelek w Lidlu.

Auchentoshan oznacza z gaelickiego – Corner of the field. Znana jest także jako Glasgow’s Malt Whisky, ze względu na bliskość położenia, do jednej z większych szkockich aglomeracji. Założona została w 1800 roku, choć pierwsze podatki związane z produkcją zaczęła płacić w 1823 roku, po otrzymaniu licencji.

Przez lata zmieniała właścicieli, aż w 1984 trafiła w ręce grupy Morrison Bowmore. Grupa została przejęta przez Suntory, a po połączeniu się Beam Inc. i Suntory, obecnym właścicielem destylarni jest Beam Suntory.

Jak wspominałem Auchentoshan, podobnie jak Irlandczycy, destyluje alkohol trzy razy. Trzeci alembik wzmacnia go do 81% ABV, jednocześnie nadając mu delikatności i subtelności. Jest to whisky nietorfowana. Jest to oczywiście whisky typu single malt. Do produkcji używa się głównie beczek exbourbon, ale możemy znaleźć też wersje exsherry.

W standardowym range znajdziemy takie wypusty, jak NAS (no age statement):

American Oak
Heartwood
Springwood
Three Wood
Blood Oak
Virgin Oak

Lub te z oznaczeniem wieku:

12-letnia
18-letnia
21-letnia

A także wiele różnych wypustów od niezależnych bottlerów, jak Signatory, czy Hunter Laing.

Osobiście nie próbowałem Auchentoshana, który by mnie zachwycił. No dobra, nie próbowałem też takiego, którego uznałbym za smacznego. Edycje NAS różnią się zarówno smakiem, jak i aromatem, ale to nie są whisky intensywne, charakterne, powalające na kolana. Ich delikatność może zadowolić początkujące podniebienia, a cena nie przyprawi o ból głowy, ale następny dzień… bywa trudny.

Natomiast podejrzewam, że prędzej, czy później, zostaniemy zaskoczeni czymś porządnym z Lowland. Niestety będzie wiązało się to z odpowiednio wysoką ceną. Czy będziemy chętni ją zapłacić?