Sprawa jest dość prosta. Jeśli lubisz sherry bomby, to raczej piłeś GlenDronacha. A jeśli je uwielbiasz, to pewnie nie poprzestałeś na wersjach podstawowych, tylko ruszyłeś na podbój świata single casków, a to oznacza… że może dasz łynia? Bo drogie to cholernie, a wypłata dopiero za kilka dni.

Destylarnia GlenDronach została założona w 1826 roku, jako druga oficjalnie działająca gorzelnia w Szkocji, po Glenlivecie. Reprezentuje region Highlands i robi to dobrze. Jej twórcą był James Allardice, o którego inwencji i pomysłowości w marketingu krążą legendy. Według jednej z nich miał on rozpromować swoje produkty wśród marynarzy Edynburga z pomocą dwóch prostytutek, co znacznie ułatwiło “wypłynięcie” destylarni na szerokie wody.

Zmiany koniunktury w świecie whisky kilka razy dawały się ostro we znaki szkockim producentom, co niestety powodowało, że wiele gorzelni na przestrzeni lat zmieniało swoich właścicieli.
Allardice zajmował się destylarnią aż do swojej śmierci, po czym rządy przejął Walter Scott. Po jego śmierci gorzelnia trafiła do rąk Charlesa Granta i została w rodzinie do 1960 roku.

Następnie właścicielami byli Teacher & Sons, potem Allied Distillers Limited, Chivas Brothers Ltd, wreszcie BenRiach Distillery Company i obecnie Brown-Forman. Mówi się, że pod rządami przedostatnich, czyli sławnego Billego Walkera, destylarnia wreszcie pokazała na co ją stać, a doskonała selekcja beczek w połączeniu z porządnym destylatem zrobiła swoje. W związku z tym, starsze edycje GlenDronacha potrafią zadowolić nawet najbardziej wysublimowane podniebienia, ale idzie za tym cena, która wielu może odstraszyć.

Jak to będzie z Brown-Forman? Na tę chwilę idzie im chyba całkiem nieźle, choć pojawiały się obawy, że produkcja z jakości przejdzie w ilość, szczególnie, że umowa dotyczyła nie jednej, a trzech destylarni tj. GlenDronach, BenRiach i Glenglassaugh.

 

Tak, jak wspomniałem wyżej, do głównych bottlingów destylarni należą:

Core range:

The Hilean 8 YO, Forgue 10 YO, Original 12 YO, Revival 15 YO, Allardice 18 YO, Parliament 21 YO i Peated.

Osobiście uważam, że najlepiej zacząć od wersji 12-letniej, aby w pełni doświadczyć tego, co w podstawowej wersji ma do zaoferowania destylarnia. Jeśli posmakuje, to gorąco polecam Revival 15 YO i (dla wielu jedną z “must have”) Parliament 21 YO.

Wersje Original 12 YO i Peated omawialiśmy już tu:

–> Jaka whisky do 200 zł? – Glendronach 12 Y.O. single malt whisky<–

–>The GlenDronach Peated – dymek w sam raz na wakacje<–

Limited Releases:

Grandeur 27 YO, Cask Strength, Peated Port Wood, Kingsman Edition.

Z wyżej wymienionych miałem okazję próbować wersji Cask Strength i było to dobre, Peated Port Wood było bardzo dobre, no i Kingsman była świetna, choć jej cena potrafi zwalić z nóg.

Cask Bottlings:

Są to wersje single cask z oznaczeniem wieku – obecnie batch 16 zawiera destylaty starzone przez 11 do 28 lat, porządne, walące w ryj sherry bomby, które nie dość, że dobrze wyglądają i wzbudzają zachwyt i zazdrość na forach, to jeszcze smakują tak, jak whisky powinna smakować. Oczywiście idzie za tym cena, a ta zaczyna się od 600 zł.

GlenDronach to jedna z pierwszych destylarni, która do maturacji whisky używała beczek po sherry – PX i Oloroso z Andaluzji. Oczywiście w dobie boomu na wzmacniane wino ich cena nie osiągała części obecnej, ale i tak było to spore wyzwanie. Pamiętajmy też, że whisky od GlenDronach są niefiltrowane, butelkowane z mocą minimum 43% i nie są kolorowane.

Sam destylat jest świetnym reprezentantem swojego regionu. Zazwyczaj Highlands kojarzy się z alkoholem ciężkim, mięsistym, głębokim i rozbudowanym. Często mówimy o whisky “brudnej”. Chodzi o brak upiększania jej z pomocą technologii, pozwalającej na “oczyszczenie” destylatu z tego, co przecież najlepsze. Filtrując, pozbawiamy go głównie tłuszczu, który jest przecież doskonałym nośnikiem smaku.

Jeśli do tej pory nie mieliście okazji zapoznać się z GlenDronachem, koniecznie trzeba to nadrobić. Stanowi on niezwykle ważny rozdział w historii szkockiej whisky, rozdział, którego nie można pominąć.