Jeśli mieliście kiedyś okazję próbować whisky Chivas Regal, to tak, jakbyście próbowali Strathisli. Nie bez powodu mówi się, że Strathisla, to “home and heart of Chivas Regal”. To jej główny składnik, dzięki niej nabiera tego słodowo-owocowego charakteru i gdy zestawimy ją z oficjalnym 12-letnim wypustem można się dosłownie pomylić.

Strathisla, czyli “dolina rzeki Isla” powstała w 1786 roku w Keith, założona przez Georga Taylora i Alexandra Milne, jako Miltown Distilling Company. Przez lata zmieniała właścicieli, jak i nazwę. Po pożarze w 1879 roku została odbudowana, aby wreszcie w 1950 trafić w ręce Chivas Bros. Tak już zostało. Jest to ponoć najstarsza działająca destylarnia Highlands.

Niestety jej waga dla produkcji Chivasa jest tak wielka, że ciężko o dobry wypust w postaci niemieszanej. Podstawkę stanowi wersja 12-letnia, butelkowana z mocą 40%, którą możemy nabyć za ok. 220 zł. Czy warto? Mi jeden raz wystarczy. Ciekawie jest ją zderzyć z samym blendem braci Chivas, ale w tej cenie znajdziemy dużo lepszych whisky.

Co innego wypusty niezależne. Nie ma ich jednak dużo. W podobnej cenie, co oficjalny wypust znajdziemy ją pod marką Signatory, ale już mocą 46% i w wersji 10-letniej. Możemy także spróbować wypustów od Gordon & Macphail, jednak ich ceny są już z kosmosu.

Jest to istotny single malt, ze względu na jego wkład w rozwój potęgi marki braci Chivas, jednak osobiście traktowałbym go raczej jako ciekawostkę.