Nazwa: Grant’s 8 YO Sherry Cask Finish

Destylarnia: NA

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: NA

Moc: 40% ABV

Cena: ok. 70 zł

Ostatnio pisałem o moim nastawieniu do produktów marki Grant’s i degustowałem edycję Tripple Wood Smoky. Wiele osób pytało się, czy nie szkoda mi wątroby… i tak, jak przy wspomnianej Smoky kręciłem głową i do tej pory biorę na klatę wszelkie kamienie rzucane w jej kierunku pod postem, tak jeśli chodzi o inne Grant’sy usuwam się z pola bitwy, wracam do kuchni i płuczę kieliszek aż zejdzie z niego kwantowy ślad obecności przykładowo 8 letniej Sherry Cask Finish.

->Grant’s Tripple Wood Smoky Whisky – nie taki Grant’s zły, jak go piszą<-

Tak, stało się, w moje ręce wpadła 8 latka z nowej linii Grant’s tj. 8 Y.O. Sherry Cask Finish. Stała na półce w Lidlu, taka samotna, pachnąca świeżością i zachęcająca delikatną estetyką etykiety – wziąłem. Nakrętka odeszła łatwo, w kieliszku mieniła się karmelowym złotem, zanurzyłem się w niej i szybko tego pożałowałem.

Nie chodzi mi o wydane 70 złotych, ani o jakieś wielkie nadzieje, jakie sobie robiłem. Bardziej chodzi o … sens istnienia. BAM. Dokładnie o to. No bo każdy z nas jest tu z jakiegoś powodu. A jeśli nie wierzymy w “life purpose”, to zgadzamy się, że pod koniec naszych lat patrzymy wstecz i widzimy, to co po sobie zostawiamy. Więc, gdy patrzę na butelkę Grant’sa 8 Y.O. Sherry Cask Finish widzę stracony czas. (Jasne, wiem, że firma zarobi na niej i tak, a przy takim targecie głównie o to chodzi) Ktoś kiedyś producenta rozliczy. Ktoś pojawi się u “Johna Grant’sa” (wiem, wiem, że nie tak się nazywa) i spyta – CZEMU. Czemu to zrobiłeś? Znam cię, wiem, że potrafisz zrobić coś dobrego, a jednak stworzyłeś takie coś. Piszę “takie coś”, bo ta whisky właśnie taka jest – cholernie nijaka.

To nie jest zła whisky. Nie odrzuca jak Czerwony Jasio, nie zasładza, jak Ballantine’s, ale jest totalną stratą czasu. Ktoś powie, że może sprawdzić się w drinkach, ale to też jest dla mnie niezrozumiałe. Jeśli jesteś doświadczonym barmanem, to z pewnością masz swoje ulubione wkłady alkoholowe, sprawdzające się w danym przepisie. Jeśli jesteś początkujący i zadowalasz się whisky z colą, to na pewno masz w barku whisky, której na czysto nie da się wypić, a z colą idzie jak złoto. Grant’s 8-letni Sherry Cask Finish wypada poza te widełki, a jego istnienie traci sens.

W nosie czuć słód, bardzo niewyraźną dębinę i mdły bimberek. Nic.

W ustach przelewa się gładko. Pije się ją łatwo. Znajdziemy tu wanilię, zielone owoce i znów słód. Producent wspomina o subtelności bukietu, delikatności i słodyczy. Słodycz jest, ale taka sztuczna, karmelowa. Delikatność jest tak wielka, że wręcz niewyczuwalna. Jeśli chodzi o subtelność, to to słowo w tym przypadku traci swoje znaczenie. Nic.

Finish raczej słodkawy i nadal alkoholowy. Nic.

Można na pewno znaleźć tu coś jeszcze. Zawsze wciśnie się gdzieś jakiś migdał, kwiatowość, miód, czy inny wytrych, ale wspominanie o nich nie ma tu wielkiego sensu. Jest to rzeźbienie na siłę, a w takim wypadku można się często tylko poharatać.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli. To nie jest ZŁA whisky. To jest do bólu nudna whisky. Skoro już to czytacie, to wierzę, że nie poszukujecie jedynie upojenia alkoholowego, ale jesteście fanami doświadczania whisky, jej degustacji, obcowania z destylatem i zgłębiania jego charakteru. W tym przypadku po prostu nie ma co zgłębiać. Jedźmy, nikt nie woła.