Z cyklu <środa z destylarnią> tym razem kilka słów o Caol Ili. Wszyscy ją znamy. Część z nas wymawia ka-lila, część ku-lila, jeszcze inni ko-lajla. Osobiście pytałem i na miejscu, i wśród ekspertów i za każdym razem dostawałem inną odpowiedź. Zostałem przy ka-lila. A wy do której grupy należycie?

W wolnym tłumaczeniu Caol Ila oznacza – “Cieśnina Islay”. Znajduje się niedaleko jednego z dwóch portów na wyspie Islay – Port Askaig, a z jej okien rozpościera się piękny widok na siostrzaną Jurę.

Była to pierwsza destylarnia, którą odwiedziłem w Szkocji i do tej pory mam z nią bardzo miłe wspomnienia. Po półgodzinnym oprowadzaniu, miałem okazję w cenie biletu spróbować trzech wypustów, a następnie pobuszowałem w sklepie. Czego chcieć więcej?

Caol Ila 12 Y.O. – moja była… ulubiona destylarnia

Mam wrażenie, że obecnie destylaty z Caol Ila są jednymi z najpopularniejszych wśród niezależnych bottlerów. Caol Ila sprawdza się doskonale już w młodym wieku (dzięki czemu jej cena nie musi zerować bankowych kont) , a jej cytrusowo-dymne aromaty przypadają do gustu wielu peat headom. Zazwyczaj traktowana jest jako wstęp przed Lagavulinem, który jest tym najbardziej cenionym, zaraz po Port Ellen, dzieckiem Diageo na Islay. Jednak osobiście zakochałem się w Caol Ili od pierwszego niuchnięcia i długo mi zajęło zanim spojrzałem na Lagę przychylnym okiem.

Oprócz tego Caol Ilę znajdziemy w wielu blendach, jak Johnnie Walker, czy Bells. To dzięki niej Black czy Green Label mają ten dymny aromat.

Sama destylarnia założona została w 1846 roku przez Hectora Hendersona. Przechodziła przez wiele rąk, a także uległa kilku przeobrażeniom. Ostatnie w 1972 roku, kiedy to została doszczętnie zburzona, a na jej miejscu stanęła nowa budowla. Produkcja została wznowiona w 1974 roku, kiedy to gorzelnia była już w rękach Diageo. Jęczmień dostarczany jest tu ze słodowni w Port Ellen, a woda ze źródła Loch nam Ban.

Co ciekawe, choć najbardziej cenimy destylarnię za jej torfowy charakter, to przez kilka lat mogliśmy także cieszyć się oficjalnymi wypustami z serii Unpeated. Osobiście uważam je za udane, choć wymagały kropelki wody. Dzięki niej, mogły uwolnić drzemiący w nich potencjał, gdyż moc często w okolicach 60% ABV niszczyła wszystko na swojej drodze.

W oficjalnej dystrybucji mamy także chyba najpopularniejszą Caol Ila 12-letnią, wersję NAS – Moch, a także 18 i 25-letnią. Możemy też znaleźć butelki Caol Ila Distillers Edition finishowaną w beczce po Moscatelu. Jakiś czas temu miałem okazję próbować 30-latki i do tej pory była to jedna z najlepszych whisky, jakich próbowałem. Jej głębia, pieprzność i złożoność doskonale obrazowały, co staje się z dymnymi potworami z Islay z upływem czasu. Charakter torfu zostaje zachowany, ale jego intensywność zanika, na rzecz bogactwa dębiny, uwydatniając mocne strony jakości destylatu. Przy okazji któregoś z festiwali whisky, polecam szerokie uśmiechy przy stoisku Diageo. Jeśli akurat będzie dostępna butelka warto wysupłać kilka kuponów.