Nazwa: Glenfarclas 2004 Cask Strength Sherry Cask

Destylarnia: Glenfarclas

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Speyside

Moc: 59,8% ABV

Cena: ok. 370 zł

O Glenfarclasie pisaliśmy już przy okazji degustacji wersji 10-letniej, można było też zobaczyć jak pięknie marznę w filmie o Glenfarclas 105. Ze wspomnianych materiałów wynika, że Farclas nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Pamiętam, że pierwszym maltem z Glefarclas, który uznałem za całkiem pijalny była wersja 15-letnia, a biorąc pod uwagę stosunek ceny do jakości świetnie sprawdzała się 25-tka. Nadal jednak były to wersje kastrowane, co powodowało niedosyt.

>Glenfarclas 105 single malt whisky – Stare vs Nowe – FIGHT<

Dlatego zdecydowałem się na zakup Glenfarclasa 2004 w wersji butelkowanej w 2015 roku, o mocy 59,8 % ABV. Bardzo chciałem zobaczyć, co zaoferuje destylarnia w wydaniu z wyższej półki, bez poświęcenia majątku. Czekałem i czekałem na okazję. Minął poniedziałek, środa i piątek. Padał deszcz, zaświeciło słońce, CDP spadło na giełdzie, znalazłem 50 gr na ulicy. Każda okazja dobra do świętowania, a ja ciągle się wstrzymywałem. Aż wreszcie nadszedł TEN dzień. Butelka poszła do torby, gdy pakowałem się na wyjazd integracyjny w nowej firmie i dzięki niej lody zostały przełamane.

>Glenfarclas 10 Y.O. – Czy warto sobie zawracać głowę?<

Omawiany Farclas ma zaledwie 11 lat, jednak użyte beczki, brak filtracji i moc beczki powodują, że wydaje się starszy. Głębią smaku dorównuje 15-stce, ale przebija ją złożonością i pikanterią. Z drugiej strony jeśli chodzi o cenę 15-stkę zakupimy w kwocie 220 zł, a wersję 2004 już powyżej 350 zł. Czy więc warto zapłacić więcej?

Po otwarciu whisky uderza intensywnym aromatem śliwek, czekolady, kawy i suszu. Jest sporo słodyczy kojarzącej się z wiśniami w czekoladzie, ale ilość nie przyprawia o cukrzycę.

Kolor jest bursztynowy, ładny i zachęcający. Alkohol gęsty, o długich nogach.

Ta whisky potrzebuje chwili cierpliwości. Otwiera się szybko, ale wydobyta prosto z butelki potrafi zadrapać alkoholowym pazurem. Dajmy jej moment, a odpłaci się wspaniałym bukietem.

W smaku bezbłędnie rozpoznajemy Glenfarclasa. To bardzo charakterystyczna kombinacja słodyczy suszonych owoców i pikanterii korzennych przypraw. Alkohol potęguje te odczucia, dlatego warto zastanowić się nad delikatnym rozcieńczeniem, ale nie jest to wymagane. Whisky pięknie ścina język, ale jest to przyjemne i nie odrzuca. Drugi łyk niesie za sobą nową falę smaku, w której znajdziemy świąteczny keks, mięsiste sherry, śliwki, czarny pieprz, pomarańcze w syropie i dużo słodkiej dębiny.

Finisz jest długi, czekoladowy, bardziej wytrawny, niż bym się spodziewał.

Glenfarclas 2004 Cask Strength Sherry Cask, to definicja dobrej whisky. To złoty standard zarówno destylatu, jak i jakości beczki i mocy butelkowania. Świetnie sprawdzi się zarówno przed kominkiem w zimowe dni, jak i na leżaku w ciepłe letnie popołudnie. Oferuje bardzo dużo, za czym, co wydaje się dość logiczne, idzie cena. Teraz pozostaje kwestia, czy dodatkowe 14% alkoholu w porównaniu do wersji 15-letniej jest warte 150 złotych? W mojej ocenie tak, jednak jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z whisky, już pewnie 46% będzie dla ciebie wyzwaniem, jeśli chcesz sobie usystematyzować doznania związane z wiekiem destylatów, to brałbym 15-stkę.
Wersja 2004 to świetna whisky, ale podejrzewam, że wymaga nieco większego doświadczenia, aby ją w pełni docenić i nie żałować wydanej kwoty. Ja w każdym razie, wraz z nowymi kolegami z pracy doceniliśmy ją … do dna :-).