Nazwa: Grant’s Tripple Wood Smoky Whisky

Destylarnia: NA

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: NA

Moc: 40% ABV

Cena: ok. 65 zł

Wszyscy psioczą na biednego Grant’sa, a mi smakuje. No, może smakuje to za duże słowo, ale nie jest wcale taki zły. Dwa lata temu mieliśmy zmianę oferty marki Grant’s i wydaje mi się, że wyszło to wszystkim na korzyść. Jest bardziej przejrzyście, widać czym różnią się od siebie wypusty i etykiety takie jakieś … bardziej przemawiające i nowoczesne.

Choć może nie będzie to popularne stwierdzenie, to osobiście wolę Grant’sa nad Ballantine’sa. Niby podobny segment, niby w obu przypadkach whisky typu blended, niby nie powinniśmy mieć zbyt dużych oczekiwań, a jednak każdy jakieś ma. Gdy przychodzi do wyboru w przedziale cenowym do 70 zł, czy to do drinków, czy do picia solo, zawsze wybiorę Grant’sa, nie konkurencję. Dlaczego?

W moim odczuciu, produkt giganta – firmy William Grant and Sons, tego samego, do którego należy Glenfiddich, czy Balvenie, osiągnął ciekawy balans pomiędzy słodyczą, kwasowością, a goryczką destylatu. Ten charakterystyczny pazur wydaje się być powiewem świeżości w czasach słodkich i nudnych blendów, które każdemu mają przypaść do gustu.

Choć może wcześniejsze wydania nie oferowały zbyt wielu różnic w doznaniach, tak obecnie należy przyznać złotą, uśmiechniętą gwiazdkę z kokardką, za krok w dobrym kierunku. Wersje 8-letnia sherry cask i finiszowana w beczkach po rumie, różnią się od siebie na tyle, że nawet niewprawiony nos wyczuje różnice. Wcześniej bywało to trudne.

Ostatnio w moje ręce trafiła wersja Grant’s Tripple Wood Smoky Whisky, którą umiejscawiam w mojej głowie jako dymną spadkobierczynię miło przyjętej, limitowanej, jak się potem okazało, wersji Grant’s Voyager oraz Grant’s Smoky. Zachowuje ona charakter marki, ale dodano tu kilka niuansów, które powinny zadowolić nawet bardziej wysublimowane gusta.

Od razu głośno powiedzmy – to nadal Grant’s. Nadal mamy filtrację, nadal jest moc zaledwie 40% ABV i nadal mamy sztuczny kolor. Z drugiej strony chyba sięgając po tę charakterystyczną butelkę nie spodziewamy się czegoś innego? Co znajdziemy w środku? Według producenta master blender – Brian Kinsman zebrał elementy słodowane i niesłodowane, maturowane w trzech różnych beczkach – first fill, refill i virgin oak.

Kolor złoty. No inny być nie może. Karmel robi swoje.

W nosie słodki dymek, delikatne cytrusy w miodzie i prażone migdały. To przyjemny zapach, który nie odrzuca, nie onieśmiela, a zachęca i daje do zrozumienia, że cola nie będzie potrzebna.

Grant’s Triple Wood Smoky Whisky miło rozpływa się po podniebieniu. Dodatki grain whisky nie zakwaszają, nie palą, nie szukają coli, czy innych zagłuszaczy smaku. Pije się łatwo. Whisky jest lekka, owocowa, z elementami gruszkowej marmolady. Dymek zanika, choć nie na długo.

Wraca w finiszu, który nie należy do najdłuższych, ale w ciągu chwili uwydatnia pazur whisky Grant’s.
To smaczna whisky do łyczkowania ze znajomymi, do grilla, obiadu, czy na spacer … Nie wymaga dodatków, jest lekka, niepozorna, ale ciekawa. W cenie 65 zł za 0.7l mogę ją spokojnie polecić każdemu, kto nie potrzebuje kieliszka degustacyjnego, żeby docenić “normalność” i pijalność destylatu.