Nazwa: Edradour 10 Y.O. Signatory The Un-Chillfiltered Collection

Destylarnia: CEdradour

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Highlands

Moc: 46% ABV

Cena: ok. 240 zł

Ostatnio zacząłem mieć wrażenie, że nasze rodzime łowiska wysychają albo przynajmniej nie oferują takiej różnorodności, jakiej potrzebuję. Do tego ceny potrafią zaskoczyć w sposób, który powoduje dramatyczny skurcz portfela. Dlatego rozpocząłem rekonesans produktów spoza naszych granic i w ten sposób odkryłem kilka rejonów, które z różnych powodów są mniej uczęszczane. Podejrzewam, że bariera językowa, przyzwyczajenie i brak ufności w transakcje zagraniczne mogą przyczyniać się do ostrożności w podobnych zakupach. Samemu będąc nieufnym 🙂 postanowiłem wpłynąć tam jedynie na chwilę, jedynie raz, samym koniuszkiem, a w zamian za 200 zł już po 3 dniach pojawił się u mnie 10-letni Edradour od Signatory w wersji The Un-Chillfiltered Collection.

Powinienem napisać o destylarni lub o bottlerze, ale… czy widzicie ten kolor? First fill ex-sherry bejbi !!! Nie mogłem się doczekać. 46% może nie zachwyca, ale też trzeba docenić porządną normę, z której wszyscy kastrujący powinni brać przykład. Mamy więc naturalny kolor, brak filtracji, oznaczenie wieku i ładne opakowanie, a wszystko to w promocji za ok. 47 Euro (plus wysyłka). Ech, mieszkać na zachodzie…

Nie wytrzymałem długo. Czekałem na odpowiedni moment, na dzień, którego świetność podkreślą te mroczne krople alkoholu. Nie nadszedł. Pewnego dnia po prostu wyjąłem z szafy tubę, odwinąłem srebrną plombę, wyciągnąłem korek i… odpłynąłem.

Bogactwo aromatów sugeruje znacznie wyższy wiek. Śliwki, melasa, cukier trzcinowy, gruszki w syropie, malaga, dżem truskawkowy, mielona kawa, skóra, lekki dymek, tytoń – jest tego tak dużo, że mógłbym pisać i pisać. Wolę degustować.

Znacie ten moment, kiedy nadchodzi idealny dzień? Kiedy nastaje czas spokoju, błogości i odpoczynku? Kiedy niby nic nie może zmącić harmonii teraźniejszości, a jednak przychodzi listonosz z wezwaniem z ZUS? Z tym kojarzy mi się smak tej whisky. Zapach zapowiadał ambrozję, lecz gdy przyłożyłem kieliszek do ust nie znalazłem tu niczego,  na co tak bardzo liczyłem.

To dobra whisky. Gładka, smaczna i przyjemna, ale w porównaniu do aromatu bardzo rozczarowująca. Nie mogłem oderwać nosa od kieliszka, a po jednym łyku zastanawiałem się, czy faktycznie potrzebuję kolejnych. Zbyt duże oczekiwania mogą się szybko zemścić. W smaku dostajemy whisky ułożoną, choć podbitą ostrością 46%. Jest słodko, ale też cierpko. Znajdziemy tu jagody, maliny, brzoskwinie, a nawet zielone jabłko.

Finish jest średni, wytrawny, zbalansowany i na podniebieniu wydaje się być wręcz gazowany.

Ponownie, za 200 zł dostajemy ciekawy produkt. W tej cenie whisky first fill ex-sherry jest praktycznie niemożliwa do znalezienia. Ten 10-letni Edradour przewyższa większość whisky w tej cenie. Warto mu się przyjrzeć, bo oferuje wszystko czego można by się spodziewać. Natomiast dysonans pomiędzy zapachem, a smakiem jest spory. A wystarczało tylko… nie pachnieć aż tak pysznie 🙂 Wtedy nie miałbym niczego do zarzucenia. Smacznego.