Czy jest bardziej znana na świecie whisky niż Jack Daniel’s? Jak to whisky? Przecież to amerykańskie, więc bourbon. No… nie. Tzn i tak, i nie, ale po kolei.

Jack Daniel, to nazwa destylarni położonej w Stanach Zjednoczonych, a dokładniej w Tennessee, Lynchburgu, założonej przez… zgadliście (nie?) Jaspera Newtona “Jacka” Daniela (nie Jacka Danielsa) w roku 1875. Ze względu na brak okolicznej konkurencji mogła dużo szybciej się odrodzić, po czasach prohibicyjnej suszy. Zapotrzebowanie było ogromne. W roku 1956 została przejęta przez korporację Brown-Forman, ale jej charakter pozostaje do dziś z grubsza niezmieniony.

To whisky, whiskey, czy bourbon? Mówiliśmy o tym trochę na naszym kanale Youtube w odcinku:

A także w naszym słowniczku:

Whisky ABC – wszystko, co musisz wiedzieć

Whisky to destylat z piwa, które powstaje na bazie mieszanki zbóż. Choć Europa poszła w kierunku żyta i jęczmienia, to Ameryka ze względu na dostępność kukurydzy wybrała inną drogę. Dlatego właśnie mamy osobny ”gatunek” – bourbon. Aby mówić o amerykańskim bourbonie musimy mieć alkohol wytwarzany na terenie USA z przewagą kukurydzy w zacierze, starzony w nowych beczkach z amerykańskiego dębu.

Jeśli jednak ktoś chce podkreślić swoją odrębność i wyjątkowość, może nazwać swój produkt np. Tennessee Whiskey i też jest pięknie. Tym właśnie jest Jack Daniel’s. No dobra,  jest kilka różnic, a największa z nich to filtrowanie alkoholu przez 3.5 metrową warstwę węgla drzewnego z klonu cukrowego tzw. Lincoln County Process. Prawo stanu Tennessee zakłada, że Tennessee Whiskey jest straight bourbonem, czyli w zacierze mamy min. 51% kukurydzy, a do tego musi być poddana wyżej wymienionemu procesowi, no i oczywiście jest wytwarzana na terenie stanu.

Jedną z pierwszych whisky, jakich próbowałem był właśnie Jack Daniel’s. Pracowałem wtedy jako kelner w nadmorskiej miejscowości i po godzinach pracy odpoczywając przy barze, otrzymałem od szefa szklaneczkę mieniącą się złotem i butelkę coli. Po zmieszaniu było to słodkie, klonowe, migdałowe i cholernie smaczne. Tak odkryłem Jack and Coke – jednego z najbardziej popularnych drinków na świecie. Potem poszło sprawnie.

Ostatnio dzięki uprzejmości kolegi Konrada (dziękuję), otrzymałem zestaw miniaturek z jego kalendarza adwentowego. Wyglądały pięknie, choć obawiałem się tego, co w nich znajdę. Już dawno minęły czasy, kiedy słodki alkohol przypadał mi do gustu, a pana Jacka nie piłem przeszło trzy lata. Dlatego też minęło kilka dni zanim wziąłem się do roboty. Efektem jest ta mini recenzja.

Jack Daniel’s Old No. 7

W portfolio destylarni mam już wiele różnych mniej lub bardziej dostępnych produktów. Na sklepowych półkach można nawet znaleźć marynaty do mięs z logiem Jacka, cukierki itd. Ale oczywiście najbardziej znanym i pitym jest Jack Daniel’s Old No. 7. Nazwa pochodzi od numeru pod jakim oryginalnie destylarnia została zarejestrowana tzn. Nr 7 w dystrykcie 4-tym. Co ciekawie, choć numer tej lokacji został w późniejszym czasie zmieniony na 16-ty w dystrykcie 5, to nazwa pozostała niezmieniona.
Whisky ta butelkowana jest w mocy 40%, ma piękny bursztynowy kolor, a zapachu nie da się pomylić z innym. Niby to bourbon, ale na sterydach. Filtracja przez węgiel z klonu dodaje tu wiele słodyczy, aromatu migdałów, dębiny, lekkiego wędzenia. To przyjemna whisky, która w sumie nie wymaga żadnych dodatków, ale zazwyczaj stanowi wkład do drinków. Nie dzieje się tam bardzo dużo, a głębia jest znikoma, ale to przyjemny alkohol, który często stanowi złoty standard domowych zapasów.

Cena – 100 zł za litr

Jack Daniel’s Gentleman Jack

Wprowadzony w 1988 roku Jack Daniel’s Gentleman Jack stanowił uzupełnienie portfolio, o coś bardziej wysublimowanego. Butelka od razu rzuca się w oczy, a promocje w sklepach travel retail kuszą z daleka. Choć jest to ciekawa opcja prezentowa, to osobiście nie umiem jej umiejscowić na wyimaginowanej liście potrzeb klienta. Z jednej strony cenowo przerasta Old no. 7 i wygląda bardziej “na bogato”. Z drugiej strony ze względu na podwójną filtrację osiąga coś niemalże niemożliwego, otóż jest jeszcze słodsza niż podstawka. To zastrzyk klonowej rozkoszy. Mam wrażenie, jakbym żuł diabetologiczną zmorę w zamkniętą w kawałku drewna.
Nie zalałbym jej colą, bo prawdopodobnie wypadłyby mi zęby, ale sama, na lodzie, prezentuje się godnie i wiem, że ma wielu fanów.

Cena – 110 zł za 0.7l

Jack Daniel’s Single Barrel

Reprezentantem najwyższej półki z degustowanych dziś produktów jest wersja Jack Daniel’s Single Barrel. To ciemniejszy trunek, bardziej wyrazisty, butelkowany z jednej beczki, z mocą 45%, o zapachu klasycznego Danielsa, ale z dużo większą ekspresją dębiny. Z jednej beczki otrzymujemy około 250 butelek. W ofercie dostępne są także pełne beczki, gdyby ktoś był zainteresowany.
Single Barrel różnią się od siebie delikatnie, nie są to różnice znaczące. Ze wszystkich dzisiaj omawianych produktów oceniam ją prawie najwyżej, głównie ze względu na zmianę profilu smakowego w kierunku większej rozmaitości i głębi. Nie jest już tak słodko, dzięki czemu możemy dostrzec inne aspekty tego alkoholu.

Cena – 160 zł za 0.7l

Jack Daniel’s Straight Rye Whiskey

Moim number one w tym zestawieniu jest Jack Daniel’s Straight Rye Whiskey. Butelkowana jest z mocą 45%, co dodaje jej charakteru. W zacierze znajdziemy 70% żyta, 18% kukurydzy i 12% słodowanego jęczmienia. Zamiana kukurydzy na żyto powoduje, że jest wytrawniej, ostrzej i ciekawiej. Nie ukrywam, że jestem fanem Rye Whisky, więc mogę być lekko stronniczy, ale to jedyna whisky z tego zestawu, która pokazuje pazur i jakiś temperamentu.
Nadal jest słodko, i nadal są migdały, klon i dużo wanilii, ale tym razem kompozycja nie obezwładnia, a kieruje raczej w stronę sadu z jabłkami i nut skoszonej trawy.

Cena – 110 zł – 0.7l

Jack Daniel’s Tennessee Honey

Teraz kolej na dwa potworki. Tych bałem się najbardziej. Butelkowane są z mocą 35%. Nie przepadam za takimi tworami i mam z nimi kiepskie wspomnienia, bo jeśli sam Jack jest słodki, to kto wpada na pomysł, żeby dodać do niego miodu. Ano ktoś wpadł i wyszedł Jack Daniel’s Tennessee Honey. To już oczywiście nie jest whisky, ale napój alkoholowy na bazie Jacka Old No 7. Choć sam nie przepadam, to znalazłem wiele pozytywnych komentarzy na jego temat, co oznacza, że  target trafiony – zatopiony.

Cena – 80 zł – 0.7l

Jack Daniels Tennessee Fire

No i żeby było ciekawiej, jeśli można było połączyć Jacka z miodem, to czemu nie z likierem cynamonowym? Ta ekspresja powaliła mnie na kolana i długo nie mogłem się pozbierać. Siedzący we mnie szowinista powiedziałby, że to taki ukłon w stronę kobiet, ale no… nie. To raczej ukłon w stronę bogatszych studentów, medialnych imprez, czy ładnych zdjęć. Zapach domowego ciasta, lekko chemiczny, kojarzy się z nowymi liniami szamponów lub mydła. Z góry wiem, że nie jestem targetem tego alkoholu, ale staram się, naprawdę się staram.
Smak mnie pokiereszował. Przypomina mi popularne sto lat temu gęste szoty na bazie miodu, syropu cukrowego, czy malinowego. Podejrzewam, że chodziło o wkład do drinków, ale … NIGDY WIĘCEJ.

Cena: 80 zł – 0.7l

Co myślę o marce Jack Daniel’s? Po pierwsze jestem pełen szacunku dla marki, która przez tyle lat zachowała swój odrębny charakter i wciąż jest na podium. Danielsa znają wszyscy. Ej stary znasz Danielsa? No jasne, że znam. Proste. Ułatwia to dogadanie się w obcych językach. Np. jeśli chcecie zamówić butelkę Danielsa w Szwecji, to powiecie: Jack Daniel’s. Jeśli natomiast będziecie w Japonii, to będzie to: Jack Daniel’s. To musi budzić respekt. Po drugie, trudno mi się wypowiadać bez spróbowania większej ilości wypustów z wyższej półki. Kiedyś przyjdzie na nie czas. Podobno dają radę, zachowując przy tym charakter destylarni. Po trzecie, czy to Daniel’s, czy Beam, czy Ballantine’s nie toleruję ich smakowych dziwolągów. NIE.

Na koniec przyznam, że Rye zrobił na mnie najlepsze wrażenie i z chęcią otworzyłbym kolejną butelkę w domu. Oferuje on najciekawszą kombinację smaków i zapachów, zachowując przy tym swoją danielsowość.

A jak jest u was? Który jest „waszym” Jackiem? Czy lubicie smakowe ekspresje? Jeśli tak, to DLACZEGO?