Nazwa: Bushmills 10 Y.O.

Destylarnia: Bushmills

Kraj pochodzenia: Irlandia

Region: Irlandia

Moc: 40% ABV

Cena: ok. 100 zł

Dziś bierzemy się za Irlandię. Może nie w całości, może nie dokładnie, ale powiedzmy, że odrobinę ją … liźniemy. Zaczynamy od Bushmills. Kto jej nie próbował? Kto nie skorzystał z promocji Biedronki albo nie skusił się w Żabce po “okazyjnej” cenie? Pewnie większość z nas. I jak wrażenia? Choć może wersja “biała” Original i “czarna” Black Bush nie zachwycają wielkimi pokładami głębi, to często przekonują do siebie osoby początkujące lub fanów innych Irlandczyków. Nie wymagają one dodatków z bąbelkami i wchodzą gładko i delikatnie.

Historia destylarni Bushmills sięga 1608 roku, jednak oficjalny start produkcji datowany jest na rok 1784. Jest to najstarsza działająca w Irlandii destylarnia, która szczycić się może wytwarzaniem whisky single malt.

Osobiście wolę “zielonego”, 10-letniego Bushmillsa Original i dziś własnie o nim. Pierwszy raz zetknąłem się z nim na moim kawalerskim (nadal uważam, że nie był to kawalerski, a przynajmniej nie miał nim być, ale to opowieść na inną degustację). Była to jedna z butelek przygotowanych na wieczór i choć dane mi było ją otworzyć, to gdy przyjaciel polał, dla mnie nic nie zostało.

Drugim razem usiadłem do niego przy wakacyjnej aurze i zrobił na mnie miłe wrażenie. To świeży, owocowy destylat, z nutami słodyczy i bez wyraźnych zgrzytów. Przy cenie ok 100 zł (a możliwe jest i trafienie na cenę 80zł) nie ma co narzekać, tylko brać i degustować. Możemy go porównać do 12-letniego Glenliveta, czy młodego Arrana, ale jest dużo bardziej łagodny i gładki .

Korzystając ze wspomnianej wyżej promocji postanowiłem znów zaopatrzyć się w sztukę i dziś z przyjemnością do niej sięgnę.

Dzięki maturacji w beczkach po bourbonie i sherry oloroso whisky ma kolor jasny, bursztynowy.

W kieliszku od razu rozchodzi się zapach miodu, kwiatów, skoszonej trawy i ciasta. To przyjemny aromat i zdecydowanie zachęca do degustacji.

W smaku jest gładko, oleiście i przyjemnie. Znajdziemy tu dużo zielonych jabłek, gruszek i keksu. 40% ABV nie przeszkadza – nic nie gryzie, nie zniechęca, wyjątkowo wcale nie marudzę, że mogłoby być więcej.

Bushmills 10 Y.O. to dobra whisky, która bardziej przypomina mi lowlandowego Szkota, niż prawdziwego Irlandczyka. Stanowi ciekawe wprowadzenie do świata whisky, szczególnie dla tych niezdecydowanych, czy tych, którzy “tylko z colą”. Może nie odkryjemy tu Ameryki (w końcu to Irlandia), ale dramika nigdy nie odmówię.

A jakie jest Wasze zdanie? Czy mieliście okazję próbować czegoś z rodziny Bushmills? Jestem bardzo ciekaw Waszych wrażeń.