Nazwa: Caol Ila 12 Y.O.

Destylarnia: Caol Ila

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Islay

Moc: 43% ABV

Cena: ok. 170 zł

No to lecim z tym … torfem. Dziś w kieliszku 12-letnia Caol Ila. Jest przedstawicielem dymnych whisky z wyspy Islay, a produkująca ją destylarnia jedną z trzech należących do giganta Diageo (poza powyższą Lagavulin i Port Ellen). Na naszym rynku dość rozpoznawalna, ale nadal ukryta w cieniu Ardbega, czy Laphroaiga. Czemu? Prawdopodobnie jest to związane z tym, że Caol Ila nie wyróżnia się niczym wyjątkowym. Jej smak zazwyczaj jest stonowany, przyjemnie oleisty, gładki i zrównoważony. Tu nie ma fajerwerków, ale zawsze mamy do czynienia z wysokim poziomem destylatu.

Caol Ila była pierwszą destylarnią, którą odwiedziłem podczas wizyty na Islay. Do tej pory pamiętam bardzo miłą obsługę, piękne widoki na wyspę Jura i wąską drogę prowadzącą na parking.
Można się spotkać z kilkoma różnymi sposobami wymawiania jej nazwy, ja osobiście zostałem przy “ka-lila”, ale słyszałem też “kulajla”, “kalajla”, “kolilia” i kilka innych. Z gaelickiego oznacza ona cieśninę Islay, czasem możemy także spotkać się z tłumaczeniem “dźwięku Islay”, choć jest to związane z tłumaczeniem słów “sound of Islay”. Chodzi tu o przesmyk pomiędzy Islay, a Jurą. Ponownie, ja zostanę przy tym pierwszym.

Destylarnia położona jest przy jednym z dwóch portów Islay – Port Askaig. Założona została w 1946 roku, choć przez lata przechodziła z rąk do rąk. Jej destylaty trafiają do whisky mieszanych z serii Johnnie Walker, ale dzięki coraz większemu popytowi na single malty, mamy także kilka oficjalnych samodzielnych wydań Caol Ila np. 12-letnią, Moch, Distillers Edition, 18-letnią, 25-letnią, a nawet 30-letnią, która jest jedną z najsmaczniejszych whisky, jakich próbowałem. Od kilku lat ukazywały się także wersje “unpeated”, czyli nie torfowane / nie dymne. Są to ciekawe wydania, choć moim zdaniem wymagają odrobiny wody.

Whisky z Caol Ila znajdziemy także u niezależnych bottlerów. Często są to bardzo przyjemne wypusty, warte swojej ceny. Jednym z takich przykładów są tu tajemnicze Port Askaig, które podbiły serca fanów i choć oficjalnie, nie wiemy, że jest to Caol Ila, to … no cóż, raczej nie mamy wątpliwości.

Przez dłuższy czas Caol Ila była moją ulubioną whisky z Islay. Przez swój nienachalny charakter oferuje coś więcej, niż tylko uderzenie torfem w twarz i łzy w oczach. Dlatego chętnie sięgam po “podstawkę” – wersję 12-letnią.

Kolor blado-słomkowy sugeruje użycie beczek po bourbonie. Nie są to z pewnością beczki “first fill”.

W nosie dużo wanilii połączonej ze skoszoną trawą, morskim powietrzem, garbowaną skórą, owocami morza.

W smaku lekko wytrawna, rozchodzi się gładko po podniebieniu. 43% może nie powalają, ale też nie powodują zgrzytów. Caol Ila jest maślana, kremowa, kwaskowata i świeża. Mimo swoich lat nie straciła charakteru i potrafi miło zaskoczyć. To kulturalna i bardziej ułożona alternatywa dla fanów agresywnego torfu.

Finish jest średni, oleisty, o posmaku pieczonych nad ogniskiem jabłek.

Caol Ila 12-letnia kosztuje ok. 180 zł. W tej kwocie dostajemy whisky dymną, pewnie filtrowaną, pewnie kolorowaną (choć nie wiem w jakim celu), o mocy 43% ABV. Stosunek ceny do jakości uważam za interesujący, jednak niestety mamy tu mocnych konkurentów. W tej kwocie kupimy też Ardbega 10-letniego, a za kilka złotych więcej Lagavulina 16-letniego. Osobiście pomimo sympatii do Caol Ili wybrałbym tego ostatniego. Czy jest to dobra whisky? Jak najbardziej. Może stanowić doskonały wstęp dla osób stawiających swoje pierwsze kroki na Islay, ale dzięki zachowaniu własnej tożsamości zatrzymuje przy sobie nawet bardziej doświadczonych degustatorów. Do spróbowania – “must”, do zakupu… na pewno się nie zmarnuje 🙂