Już za kilka godziny wchodzimy w Nowy Rok i pewnie nie obejdzie się bez porządnego toastu. Za zdrowie gospodarza, za zdrowie pięknych pań, za teścia, matkę, babkę, pogodę i żeby nasze dzieci miały bogatych rodziców. Mam nadzieję, że w Waszych kieliszkach będzie mieniło się złoto, a wspaniały finish będziecie czuć jeszcze o poranku. Co jednak, gdy wątroba nie nadąża ze świąteczną pracą i nadgodzinami? Co, gdy przed oczyma pojawi się wirnik helikoptera, a w żołądku ten dziwny skurcz, przypominający o wszystkich noworocznych postanowieniach? Co, gdy zazwyczaj piękny i przyjemny dla ucha dźwięk głosu małżonki, zmieni się w ryk silnika startującego odrzutowca? Wtedy warto sięgnąć po ten tekst.

Definicji i prawdopodobnych przyczyn kaca jest kilka. Ogólnie jest to syndrom złego samopoczucia związanego z nadmiernym spożyciem alkoholu. Niektórzy przechodzą go gładko i bezboleśnie, niektórym wystarczy lampka wina i następnego dnia są wyłączeni z ruchu. Jednak u każdego proces wygląda podobnie. Alkohol etylowy trafia do naszego organizmu i dzieje się magia. Po pierwsze aby go rozłożyć potrzebujemy energii, dlatego spada nam poziom glukozy we krwi. Niski poziom glukozy sprawia, że jesteśmy głodni. Wrzucamy w siebie wtedy wszystko, co kaloryczne i … pyszne, co znowu obciąża żołądek, a już za kilka godzin jelita. Aby nerki mogły odfiltrować alkohol potrzeba wody. Wydalamy ją więc na poszczególnych stacjach – “idę siku” i nagle widzimy, że nasz mocz ze słomkowego robi się brązowy, jakby startował w zawodach mister universum. To znak, że trzeba się porządnie nawodnić.

Jakiś czas temu, po różnych perypetiach razem z przyjaciółmi ustaliliśmy, że przy wszelkiego rodzaju degustacjach, czy festiwalach, na każdy dram whisky (ok 20 ml) wypijemy cały kieliszek wody. Pomogło. Pozostaje jednak jeszcze kwestia przerobienia alkoholu w wątrobie. Tutaj trafia alkohol po wchłonięciu. Wątroba rozkłada etanol, jednak powstały w tym procesie aldehyd octowy negatywnie wpływa na nasz mózg. To dlatego w konsekwencji pojawiają się nudności, złe samopoczucie i zawroty głowy. Proces ten trwa także dość długo. W zależności od stanu organizmu i płci możemy zmetabolizować ok pół promila alkoholu w ciągu 3-4 godzin. Gorzej jest, gdy kolejne dawki nakładają się na siebie. Wtedy trwa to znacznie dłużej.

W związku z powyższym, gdy rano otworzymy swoje oczęta cały proces eliminacji alkoholu z naszego organizmu wciąż trwa i czujemy tego skutki. Co nam pomoże?

  • Powstało wiele suplementów mających wspomagać nas w przetrwaniu kaca lub zupełnie do niego nie dopuścić. Najczęściej zawierają one sporą dawkę witamin, elektrolitów, glukozy i kofeiny. Coś w stylu napoju energetycznego. Niektóre żołądki przyjmą je z wdzięcznością inne się na nie wypną. Czy są one konieczne? Nie. Można je zastąpić tymi samymi substancjami pochłanianymi wraz z posiłkiem. Tutaj witamy wszelkie soki z ogórków czy kapusty kiszonej.
  • Warto się nawadniać. Wspominałem już o tym i jeszcze powtórzę. To najważniejsze, o czym trzeba pamiętać. Gdy nasz mocz robi się odrobinę ciemniejszy, to znak, że trzeba sięgnąć po szklankę wody.
  • Dobrze jest powstrzymać się od ciężkich przysmaków. Gdy alkohol upośledza pracę przewodu pokarmowego, jedzenie nie ma szans na przebycie całej drogi w odpowiednim czasie. Jelita zrobią też co w ich mocy by szybko pozbyć się trucizny i ograniczyć jej wchłanianie do minimum. Efekty dadzą nam popalić rano w łazience…
  • Jedzmy małe porcje, ale często. Uchroni nas to po pierwsze przed negatywnym wpływem alkoholu na śluzówkę żołądka, a po drugie etanol nie trafi tak szybko do krwiobiegu, dzięki czemu opóźnimy jego wpływ na mózg.
  • Nie zaszkodzą suplementy wspomagające pracę wątroby i żołądka, a także probiotyki. Są to groszowe sprawy, a wpłyną pozytywnie na nasze ciało i efekty zobaczymy szybko.
  • Na koniec zalecany jest odpoczynek. Pod wpływem alkoholu nasz sen jest znacznie zaburzony. Najczęściej nie możemy wejść w fazę REM, a to właśnie wtedy następuje regeneracja naszego organizmu. Dlatego zaplanujmy sobie czas na małą drzemkę w dzień. Nie odwiedzajmy całej rodziny, odpuśćmy “poprawiny”. Dajmy czas organizmowi na powrót do normy.

Tekst ten nie wyczerpuje tematu, ale myślę, że macie lepsze rzeczy do roboty, niż czytanie o rozkładzie związków chemicznych. Zależało mi natomiast, abyście dzięki kilku prostym metodom wyszli ze starego roku obronną ręką.

Mam nadzieję, że będzie to dla Was niezapomniany Sylwester, pełny zabawy, radości i uśmiechów. Życzę także wspaniałego Nowego Roku, wielu sukcesów i smacznych dramów w kieliszku. Widzimy się już w 2020 roku. Do zobaczenia.