Nazwa: Talisker 10 Y.O.

Destylarnia: Talisker

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Highlands – Skye

Moc: 45,8% ABV

Cena: ok. 150 zł

Destylarnia Talisker na szkockiej wyspie Skye, to jeden z najpiękniejszych zakątków na szlaku whisky. Ostry, morski klimat otoczenia doskonale uwydatnia się w tutejszym alkoholu. Wyspa Skye nie oferuje zbyt wielu udogodnień swoim mieszkańcom. Pejzaże zapierają dech w piersiach, ale jałowa gleba, skaliste podłoże i humorzasta pogoda sprawiły, że jedyny biznes, jaki się tu ostał, to destylacja whisky. Podobno u zarania dziejów oficjalnej produkcji whisky w Talisker, czyli w 1825 roku lokalsi dostali wybór – praca w destylarni, albo wysiedlenie.

Obecnie destylarnia należy do giganta Diageo. Ostatnio mogliśmy spróbować jej w postaci Talisker Select Reserve, reprezentującej dom Greyjoy z Gry o Tron, a także Talisker 15 Y.O. w tegorocznym DSR (Diageo Special Releases). Producent sięga do zasobów Taliskera i co chwilę raczy fanów czymś nowym, choć niekoniecznie docenianym przez krytyków.

Ilu degustatorów, tyle zdań, jednak większość jest zgodna, że dziesięciolatka jest świetnym reprezentantem oferty Talisker. Jest to najbardziej rozpoznawalna edycja, pozwalająca cieszyć się charakterystycznymi dla Skye profilami smaku i zapachu. Mimo podejść do wersji bardziej lub mniej dymnych, nadal dziesiątka wydaje się być porządnym kompromisem i rozsądnym wstępem do świata Taliskera.

Talisker 10-letni, to whisky butelkowana o mocy 45,8%, co skłania do założenia, że nie była filtrowana na zimno. Niestety należy spodziewać się delikatnego podkolorowania, choć mamy rekompensatę w postaci określenia wieku i ceny, która wydaje się bardzo przystępna, biorąc pod uwagę jej stosunek do jakości. Taliskera znajdziemy w większości marketów w kwocie 150 zł. Obecnie w świątecznej promocji w zestawie otrzymamy także piersiówkę. Choć wiemy, że chodzi tylko o marketing, to właściwie czemu by nie skorzystać?

Często słyszymy o tym, że whisky jest torfowa. Torf tu, torf tam. Wszystko torfowe, a tak naprawdę pod tym określeniem kryje się tak wiele, że szkoda by było się temu nie przyjrzeć. Choć właśnie Talisker może wydawać się torfowy, to nie jest to smak Ardbega, Laphroaiga, czy Bowmore.

Talisker to dym z wygasłego ogniska, to skórzany pasek, to wędzona ryba i świeże ostrygi. Dymny aspekt whisky, łączy się z solą morską i wodorostami, tworząc niepowtarzalną mieszankę, dzięki której będziemy cieszyć nasze podniebienie czymś wyjątkowym.

W smaku znajdziemy powyższe, a do tego nuty wanilii, ciasta drożdżowego i odrobinę jabłka. Moc alkoholu przyjemnie drażni język i przypomina, że nie mamy do czynienia z deserem, ale prawdziwą whisky.

Finish jest średnio długi, pieprzny i wyrazisty.

Talisker 10-letni, to przyjemna whisky, którą zapamięta się na długo. Z jednej strony stanowi ważny punkt na degustacyjnej mapie Szkocji, ale może być także zaledwie przystankiem w drodze ku prawdziwny torfowym potworom. Jeśli zasmakujecie w jej magii, szybko przekonacie się, że destylarnia oferuje dużo i warto się pochylić nad innymi jej wypustami.