Nazwa: GlenAllachie 12 Y.O.

Destylarnia: GlenAllachie

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Speyside

Moc: 46% ABV

Cena: ok. 190 zł

Gdy Ralfy, ogłosił swoją whisky roku 2019 miałem pewne wątpliwości. Z GlenAllachie miałem okazję zapoznać się podczas któregoś z whisky festiwali i byłem pod wrażeniem. Chwilę temu firma przeszła rebranding, a gdy na jej czele stanął Billy Walker, można było spodziewać się czegoś wyjątkowego. Z drugiej strony, nie jest to najbardziej rozpoznawalna marka w świecie whisky, a podczas pierwszej degustacji choć musiałem uznać jej jakość, to pamięć o niej szybko zastąpiły inne festiwalowe ciekawostki. Czy naprawdę było to tak dobre?

Po tegorocznym Ogólnopolskim Salonie Win i Alkoholi M&P pojawiła się okazja na skorzystanie z promocyjnych cen, więc nie wahając się złożyłem zamówienie i między innymi jedna sztuka 12-letniej GlenAllachie powędrowała w moje ręce. Przed jej otwarciem wiedziałem jedynie, że ma oznaczenie wieku (daaa), zabutelkowana została z mocą 46% ABV, nie zawierała karmelu i zbierała sporo pochwał. W kwocie ok. 150 zł, nie miałem wielkich obaw, więc tym bardziej chętnie zasiadłem do degustacji. Normalnie można ją nabyć w kwocie bliższej 200 zł.

Destylarnia GlenAllachie reprezentuje region Speyside. Umiejscowiona jest w Aberlour, a zbudowano ją w 1967 roku.  Obecnie pod nowym zarządem wydała całą gamę oficjalnych wypustów. Obecnie możemy znaleźć wersje 8, 10, 12, 18 i 25-letnie, a także wersje single cask, 10-letnią CS i 12-letnią Sherry Wood Finish. Ostatnio także udało mi się zdobyć edycję specjalną zabutelkowaną właśnie dla wspomnianego wyżej guru świata youtube whisky – Ralfyego, ale o tym przy innej okazji.

GlenAllachie 12 Y.O. ma kolor bladego bursztynu. Pięknie mieni się w kieliszku i zachęca do degustacji.

W nosie uderza słodycz rodzynek, wanilii i coca-coli. Alkohol nie obezwładnia, ale zaciekawia i delikatnie prowadzi do kolejnych aspektów zapachu.

W ustach dzieje się oj dzieje. Do maturacji użyto beczek virgin oak (świeżych, w których wcześniej nie leżakował żaden alkohol), a także ex sherry Oloroso i PX. Dzięki temu mamy tu cały przekrój smaków od żywego, wyrazistego destylatu, przez mleczną czekoladę, migdały i toffi, po nuty kwiatowe z subtelnym dodatkiem kawy.

To whisky bogata, złożona i przegryziona…, ale cholernie słodka. Nie pamiętam, kiedy ostatnio degustowałem coś takiego, szczególnie w czasach, gdy media ciągle biją na alarm, że cukrzyca czai się za rogiem. Jest tego odrobinę za dużo, jak na mój gust i wolałbym, aby równoważyły ją wytrawniejsze nuty, lub może odrobina dymku.

Finish jest średni, przyjemny, wręcz deserowy.

Pewnie sam nie określiłbym jej – whisky roku, ale jestem miło zaskoczony. Z przyjemnością będę do niej wracał, szczególnie w okresie świątecznym. Miejscami bliżej jej do dobrej brandy, niż whisky. Nie uważam jednak żeby była to wada. Ilu znawców tyle opinii. Jest to zdecydowanie butelka, od której można zacząć przygodę z GlenAllachie, bo robi na tyle dobre wrażenie, że chce się więcej.