Nazwa: Ballantine’s Barrel Smooth
Destylarnia: NA
Kraj pochodzenia: Szkocja
Region: NA
Moc: 40% ABV
Cena: ok. 55 zł

Marka Ballantine’s sygnuje produkty, mające trafić do najszerszego grona odbiorców. Ma po prostu smakować wszystkim. A co smakuje wszystkim? Najbardziej lubimy whisky słodkie, kwiatowe, owocowe. Takie, które nie zawierają elementów ostrych, wyrazistych, ciężkich. Dlatego w naszych koszykach tak często znajdziemy Ballantine’s w wersji Finest. Trudno się do niej przyczepić, bo właściwie nie ma do czego. Do tej pory myślałem, że nie można już zaoferować nic bardziej delikatnego, żeby nie powiedzieć nudnego. Myliłem się.

Barrel Smooth to whisky mieszana (kupażowana), która ma trafić do wyżej wymienionego grona odbiorców. Oferuje delikatną zmianę profilu, ale nie na tyle, aby zaburzyć stare, wygodne przyzwyczajenia. Podobno doskonale sprawdza się w koktajlach i stoi po drugiej stronie barykady w stosunku do wersji Hard Fired. Trochę, jak taki animowany anioł i diabeł siędzący na ramionach Ballantine’s Finest.

Czy da się to wypić? Jak najbardziej. Nie zrozumcie mnie źle. Za 55 zł nie spodziewam się fajerwerków. Dostajemy dokładnie to, za co zapłaciliśmy. Czy wpłynie to znacząco na nasz wieczór? Raczej nie. Równie dobrze moglibyśmy spróbować rzeszy innych blendów od konkurencji.

Podoba mi się prezentacja. Butelka jest ładna, przystępna i obiecuje jakość. Osobiście zawsze uważałem, że nie ma po co schodzić poniżej wersji 12 letniej Ballantine’s, ale z braku laku…
Kupiłem z ciekawości i ciekawość zaspokoiłem.

Barrel Smooth osiąga swoje walory smakowe za sprawą “karmelizowanych beczek”, w których dojrzewa alkohol. Co to oznacza? Nie do końca wiadomo, bo producent lubi posługiwać się słowami, które ładnie brzmią i niewiele znaczą. To, że beczka jest opalana, to żadna nowość.

Zapach jest ciekawszy niż sądziłem. Czuć młody, zbożowy alkohol, słodycz znajomą z innych Ballantinesów, ale jest tu też trochę drożdży i bardzo subtelny dymek. To nie jest torfowa whisky, ale faktycznie czułem jakby przysmażone tosty, albo przypalony cukier. Zbiło mnie to na chwilę z tropu i na chwilę pojawiła się nadzieja. Na bardzo krótką chwilę.

W kieliszku znalazłem landrynki, miód i bardzo krótki finish. Pomysł z koktajlem o tyle mi się podoba, że choć Barrel Smooth jest dość pijalna, to jej degustacja mija się z celem. Pochylam się nad kieliszkiem w celu odnalezienia czegoś. Czegoś ciekawego, innego, nowego, ale też znajomego, przyjemnego i wyrazistego. Tutaj mi tego brakuje, może poza gryzącym, młodym alkoholem. Osobiście wybrałbym już w tej cenie któregoś Grantsa. Może bardziej lub mniej smakować, ale przynajmniej jest “jakiś”.

Wydaje mi się, że w dobie wychodzenia coraz to nowszych Jasiów, Ballantine’s postanowił nie być gorszym. Myślę jednak, że należało konkurować na rynku z podobnego przedziału cenowego. W przedziale 50 zł nie ma czego szukać.