Nazwa: Glenfarclas 10 Y.O.

Destylarnia: Glenfarclas

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Speyside

Moc: 40% ABV

Cena: ok. 130 zł

Glenfarclas (po przetłumaczeniu “Dolina zielonych traw”) to destylarnia automatycznie kojarząca się z sherry. Jej smak nadaje tę charakterystyczną słodycz, którą cenimy i kolor, który zdaje się hipnotyzować. Trudno przejść obok czerwonej butelki obojętnie, szczególnie, że rodzina Grantsów dba od lat o jakość swoich produktów.

Dwa lata temu miałem okazję porozmawiać z Georgem Grantem, który jest przedstawicielem szóstego pokolenia Grantsów, o ich chyba najbardziej znanym wypuście tj. Glenfarclasie 15-letnim i zdziwiło mnie z jaką pasją podchodził do tematu. Dbałość o detale pozwala tej jednej z ostatnich rodzinnych firm w branży walczyć z wielkimi korporacjami i śmiało wyznaczać standardy.

Wersja 15-letnia Glenfarclasa urzeka swoją złożonością, budową i spójnością smaku i zapachu. Nie miałem jednak do tej pory okazji spróbować “podstawki”, jaką jest wersja 10-letnia. Gdy pojawiła się w naszym domu, szybko wziąłem się do roboty.

Za ok. 130 złotych otrzymujemy whisky typu single malt, z regionu Speyside, butelkowaną z mocą 40% ABV. Destylarnia szczyci się jej bogatym smakiem, złożonością i ciekawym bukietem aromatów, ale muszę przyznać, że byłem sceptyczny. Wydawało mi się, że produkty rodziny Grantsów zaczynają się dopiero przy piętnastce, choć miałem nadzieję się mylić.

Whisky jest koloru jasnego bursztynu. Wpływ sherry nie jest tak intensywny, jak w starszych wersjach, co oczywiście nie dziwi ze względu na wiek, ale zastanawia mnie, do kogo skierowana jest ta edycja. Charakterystyczne dla destylarni 46% ABV zmniejszono do 40%, co wskazuje na cięcie kosztów i ukłon w stronę początkującego degustatora. Ta whisky ma smakować i zachęcić do dalszej eksploracji asortymentu Glenfarclasa. Natomiast nie będzie to na pewno odkrycie sezonu i whisky ustanawiająca nowe trendy.

Smak jest przyjemny i ciepły. Pije się łatwo, a whisky rozpływa się delikatnie po kubeczkach smakowych. Czuć, że mamy do czynienia z Farclasem i nutami Speyside. Znajdziemy tu miód, sherry, suszone owoce, toffi. Zapach jest spójny ze smakiem. Finish jest średni, wzbudzający apetyt na więcej. Niestety tego więcej przynajmniej w tej edycji nie znajdziemy. Pozostaje niedosyt.

Glenfarclas 10-letni to właściwie definicja wspomnianej wcześniej “podstawki”. Zapowiada coś ciekawego, ale dopiero w następnym odcinku. Nie mówię, że to źle, bo niedoświadczone podniebienie może wcale nie być gotowe na większą moc alkoholu i cięższe, bardziej złożone aromaty, ale po prostu nie powinniśmy mieć wielkich oczekiwań. W czerwono białej tubie otrzymujemy butelkę godną miana reprezentanta swojego regionu, choć takowych jest wielu. Konkurencja nie śpi.