Nazwa: Glen Scotia 15 Y.O.

Destylarnia: Glen Scotia

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Campbeltown

Moc: 46% ABV

Cena: ok. 200 zł

Jeśli nie macie czasu, lub budżetu na podróż w ciepłe kraje, a mimo to marzy wam się trochę tropikalnego luksusu, owocowej słodyczy, słońca i relaksu, to w kwocie 200 zł możecie znaleźć to wszystko w butelce Glen Scotia 15 Y.O.

Pierwszy raz trafiłem na ten wypust 3 lata temu i do tej pory pamiętam, jakie wrażenie na mnie wywarł i choć obecnie pewnie wydałbym odrobinę więcej i wybrał Victorianę, to nadal uważam, że w tym przedziale cenowym dostajemy naprawdę nietuzinkową whisky.

Glen Scotia, to jedna z trzech destylarni regionu Campbeltown. Kiedyś region obfitujący w producentów whisky, obecnie po wielu latach zapomnienia wraca do łask. Charakteryzuje się wysoką jakością trunku, transparentnością jej produkcji i dobrym stosunkiem ceny do jakości. Tu nie ma miejsca na karmel, obniżanie stężenia alkoholu do minimum, czy filtrację. Dostajemy to, co tak lubimy, porządną whisky typu single malt.

Do produkcji 15-letniej edycji Glen Scotii wykorzystano amerykański dąb, który miał odpowiednio ukazać charakter destylatu. Osobiście uważam, że był to strzał w dziesiątkę, bo tak popularne obecnie sherry bomby, często duszą sam alkohol, przytłaczając go nadmierną słodyczą, lub cierpkością. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą whisky. W kieliszku dzieje się dużo. Jest nad czym się pochylić, z przyjemnością sięgam po dram od czasu do czasu.

Warto też zwrócić uwagę, że dwa razy do roku, czyli po festiwalach Ogólnopolski Salon Win i Alkoholi M&P i Whisky and Friends, można nabyć butelkę poniżej 200 zł i nie ukrywam, zawsze wtedy skuszę się na jedną sztukę. Ciężko wtedy o konkurencję.

Whisky ma kolor słomkowy, dokładnie taki, jak być powinien. Brak tu dodatków koloryzacyjnych.

Na początku uderza nas morska bryza, wraz z słodyczą tropikalnych owoców. Jest przyjemnie, zachęcająco i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z czymś “dobrym” w kieliszku. Po chwili dostajemy kawałek domowego ciasta, bakalie, suszone śliwki.

Smak jest spójny z zapachem. 46% nie oszałamia kubków smakowych, ale dodaje destylatowi pikanterii. Jest słodko, ale miejscami cierpko. Słodycz równoważona jest przez cynamon i imbir. To bardzo pijalna whisky.

Finish jest średnio długi i ciepły. Whisky rozlewa się po gardle pozostawiając ciepło i miks drewna, z miodem. Chce się sięgnąć po więcej.

Uważam, że Glen Scotia w wersji 15-letniej, to whisky obok, której nie przechodzi się obojętnie. Doświadczeni whiskopijcy pewnie wybiorą, którąś z mocniejszych, bardziej rozwiniętych edycji, ale dla początkującego, czy średnio zaawansowanego degustatora, to dram “must have”. Często pojawia się na wszelkiego rodzaju festiwalach, dlatego, jeśli nie mieliście okazji zapoznać się z nią wcześniej polecam poprosić o kropelkę.