Nazwa: Chivas Regal Mizunara

Destylarnia: Blend

Producent: Chivas Brothers / Pernod Ricard

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: NA

Moc: 40%

Cena: 240 zł

– Naprawdę ci to smakuje ? – pytam Tima Barnesa, a ten zdecydowanie kiwa głową. 

– Jasne, że tak. To alkohol zarówno dla początkujących, jak i zaawansowanych fanów whisky. Dla tych, którzy poznali markę Chivas Regal i ją cenią i dla tych, którzy pragnęli czegoś więcej i właśnie to dostają. 

– Ale za 240 zł? – dopytuję. – W tej cenie kupisz A’Bunadh. Siła beczki, brak koloryzacji i bardzo wysoka jakość trunku. 

Tim uśmiecha się. 

– To prawda, ale wyobraź sobie, że masz grupę 10 osób o różnym stopniu znajomości tematów whisky. Ilu z nich faktycznie zachwyci się A’Bunadh, a ilu spędzi miło czas przy Mizunarze

Teraz ja się uśmiecham. Przyznaję, że coś w tym jest. 

Kilka dni temu spotkałem się z Timem Barnesem, (byłym już) brand ambasadorem marki Chivas Regal na Polskę, aby porozmawiać na temat najnowszego dziecka z Keith. Choć Mizunara wyszła już kilka miesięcy temu, to do tej pory nie miałem okazji jej spróbować, a ceny sklepowe skutecznie mnie zniechęcały. Z Timem nie widzieliśmy się od dłuższego czasu więc postanowiliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym i siedząc nad kieliszkiem pełnym złota plotkowaliśmy i nadrabialiśmy zaległości. 

Mizunara to nazwa japońskiego dębu. Ze względu na swoją porowatość, jest to materiał ciężki do obróbki, przez co rzadko stosowany do maturacji whisky. Jedną z pierwszych szkockich whisky, jakie trafiły do oficjalnego obiegu, a do których produkcji użyto właśnie mizunary, był Bowmore w edycji Bowmore Mizunara Cask Finish. Niestety ta edycja kosztuje teraz tyle, co dziesięcioletnie auto, więc niewiele osób pewnie jej spróbuje. I oto pojawia się Chivas Regal Mizunara

Podobno sam Colin Scott odwiedzając kraj kwitnącej wiśni zainteresował się mizunarą i sprowadził kilka sztuk 450 litrowych beczek do Keith, aby następnie napełnić je na kilka miesięcy (sześć do osiemnastu) wybranymi single maltami. Następnie połączono single malty z grain i powstała Chivas Regal Mizunara. Sam alkohol ma podobno 12 lat, choć europejskie wydania tego oficjalnie nie potwierdzają. Japońskie edycje oznaczenie wieku posiadają, a nam, maluczkim postanowiono ułatwić sprawę, żebyśmy niepotrzebnie nie kłopotali się takimi drobiazgami. Najważniejsza jest mizunara, a nie jakieś cyferki. 

W Polsce zielone butelki nowego Chivasa dostępne są w cenie około 220 złotych i więcej, co stanowi nie lada barierę dla wielu konsumentów. Mnie udało się zakupić swój egzemplarz za 160 zł w sieci sklepów E.Leclerc, a i tak mam wrażenie, że trochę przepłaciłem. W czym tkwi problem? 

Standardowo przyczepię się filtracji, sztucznego koloru i mocy, jednak z tą ostatnią mam największy problem. Wystarczyłoby mi do szczęścia 6% ABV więcej. Mizunara to dobra whisky. Tak, nie przesłyszeliście się. Jest smaczna, jest łatwo pijalna, ma w sobie duszę Chivasa i doskonale nada się na prezent. Podczas degustacji jednak brakowało mi jakiegoś konkretnego pazura, czegoś co mnie przyciągnie, zainteresuje, sprawi, że będę chciał sięgnąć po więcej. Oczywiście znając produkty Chivas Regal wiedziałem, czego powinienem się spodziewać i mogę sobie tylko pogdybać, ale byłoby taaak miło. 

Chivas Regal Mizunara zasługuje na osobną etykietę i wyróżnienie wśród pozostałych butelek z Keith. W nosie znajdziemy owocowo-maślany środek Chivasa, otaczający tropikalną wyspę pełną bananów, marakui, rodzynek i mango. Przypomina trochę indyjskiego Amruta, tylko brakuje tej wyrazistości. 

Gdy rozlewam ją na języku, ponownie czuję tropikalne owoce, pieczone jabłka, goździki i miód wielokwiatowy. Jest spokojnie, delikatnie i …  nudno. Środek języka aż prosi się o małe szczypanko. O coś, co zakłóci ten błogi spokój. W pewnej chwili kombinowałem, czy odrobina mocniejszej whisky nie poprawiłaby ogólnego wrażenia. 

Finish krótki, przyjemny i miły. Za miły. 

Spytałem Tima, co myśli o tym spokoju. Czy jako ambasador marki może w ogóle mieć jakieś negatywne zdanie na temat produktów Chivas. Tim mówi, że może i wielokrotnie, gdy siadali w gronie “chivasowców”, padały różne stwierdzenia i każdy mógł wyrazić odrębną opinię. Z drugiej strony, gdy patrzył na kunszt i siłę doświadczenia obecnego master blendera Chivas Regal – Colina Scotta, to dochodził do wniosku, że nie jemu jest dane spierać się z mistrzem. Chivas Regal ma swoją pozycję na rynku i wśród konsumentów. Jeśli komuś nie pasuje jego moc, to trudno. Nikogo na siłę nie będą przekonywać. Natomiast jeśli ktoś szuka smaku, który sprawdzi się zarówno w kieliszku degustacyjnym, jak i koktajlach, to z pewnością odnajdzie go także w Mizunarze. 

Tim wspomniał też, że tym, co wyróżnia nowego Chivasa jest to, że pasuje zarówno na słoneczne, letnie dni, jak i deszczową jesień. W taką, pogodę, przy jakiej prowadziliśmy degustację (ok. 30 stopni), nie skusiłby się np. na Chivasa 25, bo jest ona za ciężka, natomiast doskonale pasuje na zimne wieczory spędzane przy kominku. W Japonii podawana jest w na lodzie i ludzie są zachwyceni. Wtedy celebrują chwilę, a nie zastanawiają się nad tym, co by było gdyby. 

Przyznam, że argumenty do mnie trafiły. Sam chwilę temu zachwycałem się Jamesonem, choć według większości uznawanych przeze mnie kryteriów, nie powinien on wyjść poza 4/10. 

A więc jak spojrzeć na Chivas Regal Mizunara? Myślę, że na spokojnie. Nie rzucałbym się na nią w pierwszym lepszym sklepie. Jeśli będzie okazja – dajcie jej szansę. Widzę w niej dużo podobieństw do edycji Extra, którą przez jakiś czas traktowałem jako następcę 12-latki i obchodziłem szerokim łukiem, aż wreszcie spróbowałem i okazałem się być ignorantem. Czy ja kupię ją drugi raz? Za cenę 160 zł rozważałbym ją jako świąteczny prezent, za 220 zł już nie. 

A co z samą mizunarą? Czy japoński dąb wart jest zachodu? Zdecydowanie tak. Miałem okazję próbować kilku “japończyków”, do których maturacji użyto tego materiału i były to bardzo ciekawe trunki. Natomiast pamiętajmy, że nie jest to ex-sherry cask, która zasmakuje każdemu. Mizunara bywa kapryśna, ale mam nadzieję, że częściej będzie pojawiać się na salonach.