Nazwa: Ben Nevis 10 Y.O.

Destylarnia: Ben Nevis

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Highlands

Moc: 46%

Cena: 300 zł

Od razu do konkretów. Bardzo dawno żadna whisky nie zaskoczyła mnie tak, jak Ben Nevis w wersji 10-letniej. Nie był to mój pierwszy Benek, ale chyba najbardziej świadomy i dzięki temu, odkryłem coś nowego, czego się zupełnie nie spodziewałem.

Ben Nevis, to destylarnia ulokowana u podnóża najwyższej góry Szkocji o tej samej nazwie. Należy do regionu Highlands i jest zupełnie nieznana dla polskiego konsumenta. Dzieje się tak za sprawą braku oficjalnego dystrybutora. Po co dystrybutor, skoro whisky nie jest popularna? Koło się zamyka.

Destylarnia należy do japońskiego molocha Nikka. Destylat rozlewany jest głównie na potrzeby “japońskich” whisky i za jego sprawą, często mamy do czynienia z tymi niuansami smakowymi, które do tej pory kojarzyliśmy z tym specjalnym, niepowtarzalnym smakiem orientu. Jest między innymi składnikiem blendu Black Nikka.

Sama destylarnia powstała w 1878 roku, jako bliźniacza dla Long John’ McDonald. Obie destylarnie po latach zostały połączone, aby stać się częścią japońskiego konsorcjum w 1989 roku.

Osobiście jeszcze nie miałem okazji odwiedzić destylarni, ale cytując klasyka “znam kogoś kto był i opowiedział mi” i niestety nie brzmiało to zachęcająco. Nikka traktuje Nevisa po macoszemu. Nie jest to atrakcja turystyczna, ani obowiązkowy punkt wycieczki do Highlands. Podobno odbiór samej gorzelni, jest spójny z reakcją na ich stronę internetową. Nikogo bidula nie interesuje.

Pierwszy raz Ben Nevisa piłem w wersji Black Adder Raw Cask 1996 i byłem w niebie, a następnie przy bottlingach Whisky Broker 16 Y.O. i The Single Cask. Dlatego podczas rutynowej wizyty w Domu Whisky, postanowiłem sprawdzić, o co tak naprawdę chodzi z tym Nevisem. Pojawia się w wersjach niezależnych bottlerów dość często, ale co z wydaniem oficjalnym?

Mamy ich kilka. Głównie oznaczone są wiekiem i butelkowane są z mocą powyżej 46% ABV. Sama butelka prezentuje się pięknie, nawiązuje do dawnych wypustów, jest przejrzysta w treści i zachęca do otwarcia. Niestety mimo wszystko brakuje Nevisa na polskim rynku. Nawet wersja 10 Y.O. do tej pory dostępna w Domu Whisky zniknęła i sam sprowadzałem ją od naszych zachodnich sąsiadów. Jej cena to ok. 280 zł. Czy warto?

W tej cenie dostajemy whisky, która nawet jeśli wam nie do końca podejdzie, to nie przejdziecie obok niej obojętnie. W zapachu jest dużo nut sherry, miodu, dębu i acetonu, drożdżowej słodyczy. Wprawiony nos odnajdzie tam jeszcze odrobinę dymu i kawy. Bardzo kojarzy mi się z Yamazaki 12 Y.O. choć jest zdecydowanie przyjemniejsza.

Jeśli nie zniechęciła was zapach, to w smaku jest tylko lepiej. Pije się łatwo i przyjemnie. Whisky jest wielowymiarowa. Nie przypomina konkurencji nawet w wydaniach odrobinę starszych. Wpływ beczek na alkohol jest bardzo znaczący, ale widać też tu charakterystyczny profil samego destylatu. Z przyjemnością sięgam po więcej. Zalewa mnie bogactwo owoców tropikalnych, czekolady i znów palonej kawy.

Finish jest średnio długi, pikantny i miły dla podniebienia.

Ben Nevis w wersji 10-letniej to moje odkrycie 2019 roku. Niby podstawka, ale oferuje więcej od konkurencji. Ma swój niepowtarzalny charakter i trudno ją zapomnieć. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to whisky dla wszystkich, a fakt potrzeby zakupu za granicą, może odstraszyć. Cena może nie wydaje się okazyjna, ale z przyjemnością ją zapłaciłem. Dla mnie jest to “must try” nawet jeśli nie zostaniecie fanami Nevisa. Warto się z nim poznać, zamienić kilka słów i rozstać się w przyjaźni. To może być pierwszy krok ku nowym, wartościowym doznaniom.