Nazwa: Octomore 6.1 Scottish Barley

Destylarnia: Bruichladdich

Kraj pochodzenia: Szkocja

Region: Islay

Moc: 57%

Cena: 650 zł

Octomore to produkt destylarni Bruichladdich, biorący nazwę od farmy położonej nieopodal Port Charlotte. Krążą pogłoski, że pewnego wieczoru ekipa destylarni wypróbowując swoje wypusty, zastanawiała się, jakby to było, gdyby zrobić najbardziej torfową whisky na świecie. Rozpoczęli nad nią pracę i stworzyli trunek o torfowości rzędu 80 PPM. Szczęśliwie nie poprzestali na tym i wkrótce powstała pierwsza partia naszego Octomore – miała 131 PPM. Czy to był już szczyt ich możliwości? Nie! Byłem w szoku, gdy usłyszałem, że stojąca przede mną butelka Octomore 6.1 Scottish Barley ma 167 PPM!!! Super, mega, świetnie – pomyślałem !!! To brzmi dobrze, od takich liczb aż kręci się w głowie… ale, co to są te PPM i o co właściwie tyle szumu? Spieszę więc z wyjaśnieniami.

Podczas procesu suszenia jęczmienia, z torfu służącego za opał wydobywają się związki zwane fenolami. To one odpowiadają za aromat dymny, apteczno-medyczny i im podobne. Zależnie od tego, jak dużo torfu dołożono do pieca, taka ilość fenoli zwiąże się ze zbożem, wpływając tym samym na ostateczny smak alkoholu. Siłę fenoli w mieszance klasyfikuje się za pomocą tzw. PPM (Phenol Points per Milion) i jest to zazwyczaj stała związana z charakterystyką jęczmienia używanego przez daną destylarnię. W obecnych czasach większość destylarni stara się zapewnić swoim fanom zarówno trunki torfowe, jak i pozbawione tych aromatów i tak powstają różne ciekawostki jak np. delikatna Caol Ila Unpeated, lub zdecydowanie bardziej torfowy Bunnahabhain Toiteach. W związku z olbrzymim zainteresowaniem whisky torfową, wypustów przybywa, a ich wariacje potrafią nieźle namieszać, nie tylko w głowie. Tym wstępem przedstawiamy naszego dzisiejszego gościa: Octomore 6.1 Scottish Barley.

Jak wspomniałem wyżej, destylarnie kupując słód, starają się trzymać jednego produktu o niezmiennych walorach smakowych. Dzięki temu zachowują swoją odrębność na rynku, a my wiemy mniej więcej, czego możemy się spodziewać. Żeby jeszcze bardziej skomplikować sprawę przypomnimy, że poza procesem suszenia, na smak trunku olbrzymi wpływ ma woda używana do jego produkcji. Dlatego też często ta sama ilość PPM może być sobie nie równa w smaku – zachęcamy do samodzielnego próbowania! Dla ułatwienia poniżej znajdziecie przybliżone wartości PPM, jakie podawane są przez różnych producentów Islay:

Przykłady:

Bunnahabhain (1–2)
Bruichladdich (3–4)
Bowmore (20–25)
Caol Ila (30–35)
Lagavulin (35–40)
Laphroaig (40–43)
Ardbeg (55)

Jeśli Bunnahabhain (którego mieliśmy okazję degustować w edycji 12 y.o., 18 y.o. i Toiteach) ma w wersji podstawowej około 1-2 PPM i jest delikatną, owocowo-orzechową whisky, a Ardbeg, pchający w głąb mrocznego bagna przy każdym łyku ma około 55 PPM (wcześniejsze degustacje 10 y.o. i Corryvrechan), to Octomore wywodzący się z destylarni Bruichladdich mając w wersji 6.1 167 PPM powinien już chyba dusić samym zapachem. I tu się pojawia ciekawostka – nie robi tego!

Octomore powstał, by być najbardziej torfową szkocką whisky (jego kolejne edycje przebiły już pułap 167 PPM, oferując nawet 258 PPM) i nie można mu tego odebrać. Zupełnym przypadkiem na naszym stole podczas jego degustacji, pojawił się jeszcze Ardbeg Corryvrechan i mieliśmy okazję porównać, czym różnią się zawartości obu butelek – ile torfu jest w tych tajemniczych PPMach? Do jakich wniosków doszliśmy? Okazało się, po pierwsze, że moc torfowego aromatu zawartego w trunku nie rośnie wprost proporcjonalnie do skali PPM. Im więcej PPM, tym mniej wyraźna jest ta różnica lub nasze nosy nie zostały stworzone do jej odczuwania. Po drugie – aromaty medyczno-torfowe to tło dla innych charakterystycznych smaków destylarni i tak, jak wypustów Ardbega nie da się pomylić z innymi, tak smak młodziutkiego Octomore (to zaledwie pięciolatek) nie odbiega od sióstr z Bruichladdich, mimo swojej mocy (mamy tu do czynienia ze stężeniem alkoholu na poziomie 57%). Do pierwszego kieliszka podeszliśmy z dużą uwagą i ciekawością. Kolejne przyszły szybko i witane były błogimi uśmiechami. Octomore dostępny jest w kilku wydaniach, różniących się poziomem alkoholu, ilością PPM i ceną.

Butelka – jak to w Bruichladdich, trudno ją z czymś pomylić. Nowoczesna, futurystyczna i rzucająca się w oczy. Octomory są wysokie, smukłe, ładnie opakowane i nieprzezroczyste. Według producenta ze względu na elipsowaty kształt i ciężar nadają się świetnie do gry w butelkę. Grę wartą około 600zł.
Alkohol jest blady, słomkowy. Do jego leżakowania używane były beczki z amerykańskiego dębu. Butelkowany z mocą beczki i bez domieszek koloryzujących.

Tu należy się na chwilę zatrzymać. Nigdy jeszcze zapach whisky mnie tak nie zaskoczył. Spodziewałem się ciężkości, szpitala, pożaru na bagnach i wodorostów, a dostałem uderzenie lodów śmietankowych. Mimo wieku, to skomplikowana whisky. Warto poświęcić jej trochę czasu i zapoznać się z nią zarówno na czysto, jak i z odrobiną wody.
Na początku czuje się słodycz wanilii, słodkiej śmietanki i cytryn. Potem przychodzi czas na bardziej korzenne i ziołowe aromaty. Alkohol gryzie w nos, ale po chwili ustępuje fenolom, uwydatniając paletę solanki, jodyny, żelaza, świeżo zgaszonych zapałek, pieprzu i olbrzymiej ilości kwiatów. To tak, jakby połączyć plażę, na wybrzeżu której szaleje sztorm, z sielankową, wiosenną polaną. Jest to niesamowite przeżycie i zdecydowanie zachęca do degustacji.

W smaku już mniej słodko, a bardziej wytrawnie. Alkohol paraliżuje kubeczki smakowe. Zaskakujące jest to, jak szybko przenosimy się z kwiatowej łąki w głąb gęstego lasu. Nie jest to las Ardbega, zdecydowanie więcej tu akcentów pieprznych, dymnych, korzennych. Wyczuwalne są orzechy laskowe, dębina, prażony ryż i wanilia. Na koniec pojawił się także na chwilę smak soczystych gruszek i jabłek. Jest tu olbrzymia doza świeżości, związana z wiekiem destylatu.

Finish jest długi, rozbudowany i warstwowy. Ciepły, a jednocześnie świeży.

Octomore 6.1 Scottish Barley to whisky ciekawa. Nie chcę powiedzieć, że powaliła nas na kolana, ale z pewnością zaskoczyła i zmusiła do powolnej, przemyślanej degustacji. Zdecydowanie polecałbym każdemu spróbować, choć przy cenach zaczynających się od 600 zł i szybko przekraczających 1000 zł, może poczekałbym na jakiś festiwal, wypad do specjalistycznego baru lub zrzutkę ze znajomymi. To trunek, do którego wraca się myślami, i który staje się ważnym elementem procesu edukacji podniebienia szkockimi przysmakami. Producent reklamuje tę wersję użyciem wyłącznie szkockiego jęczmienia, ale szczerze powiedziawszy nie wiem, czy jest to istotne przy wyborze. Sam z zakupem kolejnej butelki poczekam, ale była to przygoda, którą zapamiętam na długo i was serdecznie do niej zachęcam.