Diageo Special Releases 2021

Diageo Special Releases – specjalny coroczny wypust whisky niespotykanych, nie tuzinkowych i nie do kupienia w inny kanale dystrybucji. Seria miała swoją premierę w 2001 roku i od tego czasu trwa nieprzerwanie. Jest ona niejako rozwinięciem pomysłu “The Classic Malts of Scotland”, oraz spadkobiercą serii “Rare Malts” zakończonej w 2005. Tegoroczny tytuł nosi nazwę „Legends Untold”. Wszystkie whisky wchodzące w skład kolekcji są w mocy beczki, bez filtracji na zimno i bez sztucznych barwników.

1. Cardhu 14yo
55,5% vol., beczki refill z amerykańskiego dębu, finisz w beczkach po czerwonym winie (brak informacji o jakim winie jest mowa).
Aromat wyjątkowo kwiatowy, mnóstwo suszonych płatków róży, jaśminu. Czuć czerwone wino, powiedziałbym, że czerwone wytrawne, ale z uwagi na wszechobecną słodycz, mogą to być również aromaty wina półsłodkiego. Jest bardzo owocowa. Czuję białą morwę, poziomkę.
W ustach whisky jest wyjątkowo lepka i oczywiście owocowa. Garść rozpuszczonych gumisiów, żelek owocowych, a nawet landrynki.
Znikająca whisky pozostawia po sobie smaki soku malinowego, powideł z pączka.
Whisky zaskakuje. Nie pasuje do żadnego z znanych mi podstawowych wypustów 12-18y. Aromaty winne przyjemnie wyczuwalne. Jest to pierwsze Cardhu, które od początku do końca mi smakuje.

2. Mortlach 13yo
55,9% vol., whisky z beczek ze świeżego dębu i refill American oak.
Zapach zaskakuje. Zabiera na do lasu, jest mokra leśna ziemia, mokry mech, wilgotne liście. Pojawia się żywica drzew iglastych oraz świeże drewno.
Język w pierwszym odczuciu nie do końca przyjemny, jest pikantnie i brak dodatkowych czynników. Potem przebija się drewno, wanilia, ciemne owoce leśne i trochę ziemistości.
Whisky pozostawia po sobie smaki dębiny nie do końca dojrzałych jeżyn i jagód.
Zapach bardzo przyjemny i obiecujący, ale smak „nie dowozi”. Jest ciekawy, ale chciałoby się poczuć więcej “lasu”.

3. Singleton of Glendullan 19yo
54,6% vol., whisky z beczek refill z amerykańskiego dębu, finisz w beczkach po koniaku.
Ciężko było mi się przebić, tak jakby whisky nie chciała się podzielić. Potem pojawiają się słodkie nuty dębowe, mocno dojrzałe owoce, trawa cytrynowa, trochę skórki grejpfruta.
W ustach przemawia już do mnie pełniej i bardzo wyraziście. Daje dużo więcej słodyczy i więcej owoców niż obiecywała. Jest czekolada z malinowym nadzieniem, rodzynki. Smak jest gęsty i przyjemny, jednak wpływu koniaku tutaj nie czuję. Ewentualnie już tak dawno koniaku nie piłem, że nie pamiętam jak smakuje.
Na “odchodne” mamy konfitury malinowe, z odrobiną cytryny.
Odwrotnie niż przy poprzedniej pozycji. Tutaj smak daje dużo więcej niż przyjemny aromat.

4. Oban 12yo
56,2% vol., świeżo wypalane beczki z amerykańskiego dębu.
Jaki przyjemny aromat. Nie spodziewałem się czegoś takiego, znając podstawową wersję i GoT. Wosku pszczelego nie da się tu pominąć. Razem z nim pojawia się oczywiście miód, ale nie bardzo słodki. Pieczone jabłko, trochę orzecha włoskiego. Po pierwszym łyku doszedł aromat słodu jęczmiennego, skórki chleba.
W smaku jest oleista, słodka, waniliowa. Jest karmel i toffi. Słodycz pieczonego jabłka. Czuć również drewno z beczki.
Finisz delikatnie waniliowy z posmakiem dębiny.

5. Royal Lochnagar 16yo
57,5 vol., beczki refill z amerykańskiego i europejskiego dębu.
W odróżnieniu od poprzednika, pomimo podobnych beczek w procesie maturacji tu pojawia się dużo akcentów cytrusowych. Skórka grejpfruta i pomarańczy, Częścią wspólną z poprzedniczką jest zapach skórki chleba oraz słodu jęczmiennego. W przeciwieństwie natomiast pojawiają się ugotowane na sałatkę warzywa.
Smak jest przyjemny, łagodniejszy i bardziej słodki od Oban. Słodycz raczej owocowa, kremowa. Bita śmietana na gofrze, z dodatkiem owoców z puszki i polewą waniliową.
Finisz przyjemnie słodki z nutami dębiny.

6. Talisker 8yo
59,7% vol., mocno torfowa whisky z beczek refill.
Aromat typowy dla Taliskera. Ciężko go pomylić z czymś innym. Bardzo bogaty i wielowątkowy. Dużo skojarzeń z morskimi klimatami. Wodorosty, morska jodowana bryza, solanka. Węgiel drzewny, suszący się tytoń. Dym z wędzarni. Pod tymi ciężkimi aromatami kryje się wanilia, karmel, oraz coś owocowego kwaśnego. Kwaśne jabłko, może niedojrzały agrest.
Na języku mocno przypalona skórka pieczonego w ognisku ziemniaka. Sam ziemniaczek również w mocno wypieczonej wersji posypany solą. Pojawia się też czekoladowa słodycz. Jest to whisky z pazurem, charakterna.
Smak zanika powoli pozostawiając poczucie słodkiej dębiny i popiołu.

7. Lagavulin 12yo
56,5% vol., beczki refill z amerykańskiego dębu.
Przyjemny zapach dymnej Lagavulin. Jest słodki, kojarzy się z przydomową wędzarnią. Skórzane siodło, stara skórzana walizka na zakurzonym strychu. Są też aromaty słodkie, które porównałbym do pieczonych jabłek, pieczony banan z rozpuszczoną czekoladą.
Smak spełnia obietnice aromatów. Jest słodko i dymnie. Jak pieczone w ognisku jabłko, trochę przypalone i trochę obtoczone popiołem. Gorzka czekolada z dodatkiem chili. Whisky jest łagodna pomimo swojej wysokiej mocy.
Finisz jest przyjemny. Pozostawia smak gorzkiej czekolady i torfowego dymu.

8. Lagavulin 26yo
44,2% vol., beczki first fill po sherry oloroso i Pedro Ximenez.
Aromaty dymne tym razem na drugim miejscu. Na czoło wychodzą słodko-wytrawne zapachy winne. Trochę cierpkie jak suszone truskawki, trochę słodkie jak rodzynki.Przypominają mocną esencję z owocowej herbaty. Przyjemny gęsty dym Lagavulin jest pod spodem. Są tam wyczuwalne wcześniej zapachy skóry. Dochodzi nieco aromatów żywicznych, sosnowych.
Smak zaskakuje, jest gładki, aksamitny i bardzo wytrawny. Herbaciane i torfowe nuty szybko przyczepiają się do języka i nie chcą odpuścić. Właśnie te torfowe smaki są tutaj pod różną postacią. Wyraźnie czuć kompot z suszu. Jest dużo dębiny oraz gorzkiej czekolady.Pojawia się pieczony kasztan, czy też prażone migdały.
Finisz jest oczywiście torfowy, dymny, ale bardzo przypomina smak wytrawnego czerwonego wina. Jest długi i przyjemnie trwa.

Była to dla mnie nie oczekiwana i bardzo interesująca degustacja. Faworytem jest oczywiście 26-cio letni Lagavulin. Zaskakuje złożonością, delikatnością, wytrawnością. Jest poza konkurencją pozostałych butelek. Cieszę się, że mogłem spróbować takiej pozycji.
Seria DSR jest niewątpliwie przyjemną przygodą. Jedne whisky smakują bardziej inne mniej, ale atutem ich wszystkich jest pewne zaskoczenie. Najbardziej zaskoczyła mnie Cardhu ponieważ była to pierwsza Cardhu, która mi w pełni smakowała. A najmniej mój ulubiony Talisker, który była najmniej “Special”. Był bardzo “taliskerowaty”, pokazał swój pazur, ale nie zaskoczył, nie opowiedział mi nowej historii.

Autor: Olo