Game of Thrones – Lagavulin 9YO (46%)

Zazwyczaj połączenie pomiędzy danym rodem, a reprezentującą go destylarnią odnajdywałem w dużej mierze w historii lub umiejscowieniu. Tym razem połączenie jest dużo prostsze. Herbem Lannisterów jest złoty lew. To samo zwierzę znajduje się w logo destylarni.

Pierwsze wzmianki o produkcji alkoholu przy zatoce Lagavulin pochodzą z 1742 roku. Ponoć było tu aż dziesięć gorzelni. Historia opisywanej destylarni rozpoczyna się w 1816 kiedy John Johnson otwiera swoją działalność.

W 1889 właścicielem zostaje Peter Mackie zwany “Nerwowym Piotrem”. Człowiek z wieloma pomysłami, chęcią wprowadzania innowacji, oraz twórca whisky mieszanej “White Horse”. Jej główną składową jest właśnie Lagavulin. Dzięki jego staraniom powstaje pierwsza, regularna linia łącząca Islay z stałym lądem. Na tej trasie kursuje niewielki parowiec SS Pibroch. Przewozi on jęczmień i puste beczki na wyspę, a w drugą stronę wydestylowany produkt.

Peter oprócz produkcji Lagavulin zajmował się też sprzedażą whisky pochodzącej z sąsiadującej destylarni Laphroaig. Kiedy w 1907 roku wymówiono mu umowę agencyjną postanowił zbudować niejako replikę Laphroaig’a. Znając dokładnie sposób produkcji, chciał uzyskać dokładnie taki sam trunek. Miały mu w tym pomóc idealnie odwzorowane alembiki. Dzięki tej idei w 1908 roku powstaje destylarnia Malt Mill, która działa, aż do 1960. W 1962 jej budynki zostają adoptowane jako centrum dla zwiedzających.
Od roku 1927 roku destylarnia trafia pod skrzydła Distillers Company Limited. W 1974 zakład przestaje produkować słód jęczmienny i zaczyna go sprowadzać z słodowni Port Ellen.

W 1988 roku sztandarowy produkt, czyli wersja 16-to letnia staje się częścią: Classic Malts of Scotland. Wersja ta zdobyła tak dużą popularność, że w pewnym momencie zniknęła z rynku. Zakład nie miał wystarczających zapasów magazynowych.
Woda wykorzystywana w procesie produkcji pochodzi z jeziora Solan. Przepływa ona przez zatorfione bagna co w połączeniu z odpowiednim słodem daje ostatecznie whisky o niepowtarzalnym smaku i aromacie.

Destylarnia jest otwarta dla turystów. Jej aktualna produkcja alkoholu to około 2,5 miliona litrów rocznie. Do leżakowania wykorzystywane są beczki po bourbonie oraz po sherry. Trafiają one do charakterystycznych białych magazynach umiejscowionych tuż przy brzegu Atlantyku. Nadaje to morskości przechowywanej tam whisky, a ostateczny produkt jest mieszanką alkoholu z wspomnianych beczek.

Czas zacząć degustację. W butelce mamy whisky o mocy 46%, leżakującą przez 9 lat, nie ma informacji o koloryzacji, ani o filtracji.
Wciągam nosem pierwsze aromaty i szukam podobieństw do znanych mi zapachów. Na pierwszym planie pojawia się wędzony ser górski, gołka. Celowo nie używam nazwy “oscypek”, ponieważ ten jest innym produktem i pachnie nieco inaczej. Zaraz za nim morska bryza, która dodatkowo przynosi zapach masła i ugotowanych warzyw. Pierwszy łyk jest słodki i jednocześnie przypomina smak przypalonej w ognisku kromki chleba. Mocnym akcentem jest też przyjemna pieprzność stosunkowo młodego alkoholu. Aromat oscypka zamienia się w wędzoną rybę. Jest też więcej ugotowanych warzyw. Dodatkowo pojawiają się jeszcze skórzane aromaty. Ostatnie krople przynoszą smak, który porównałbym trochę do przypalonej grzanki z dżemem. Na koniec pozostaje przyjemny finisz ciemnej czekolady z suszonymi owocami.

Czy to jest dobry Lagavulin? Moim zdaniem tak, ale nie jest jakiś wybitny, nie zapada głęboko w pamięć. Jego przyjemna pieprzność jest zapewne wynikiem młodego wieku. Będzie dobrze pasował do oglądania serialu, do posiedzenia przy ognisku lub do lektury. Wersję GoT mogę porównać tylko z 16-to latką, która jest zdecydowanie lepiej ułożona. Jest łagodniejsza w odbiorze i bardziej treściwa.

Autor: Olo

Bibliografia:
“Whisky leksykon smakosza” David Wishart, wydanie czwarte poprawione
https://scotchwhisky.com/
https://www.whisky.com/whisky-database/distilleries.html
http://www.bestofwhisky.pl/wiedza/dest_all.php
https://sklep-domwhisky.pl/blog-pol.phtml