Game of Thrones House Greyjoy – Talisker Select Reserve (45,8%)

Greyjoy to dumny lud zamieszkujący wyspy, gdzie panuje surowy klimat. Ich herb przedstawia krakena, który według legendy został zgładzony przez króla, a z kości pokonanej bestii zbudowano dwór … hmmm … coś jak “made by the sea”? Nie dziwię się, że to Talisker został wybrany jako przedstawiciel rodu Greyjoy, ponieważ nawiązania do destylarni na wyspie Skye są ewidentne.

Destylarnia mieści się na największej wyspie Skye leżącej w archipelagu Hebrydów Wewnętrznych. Wybudowana została w 1830 roku przez braci Hugh i Kennetha MacAskill w niewielkiej miejscowości Carbost nad zatoką Harport. Jak niesie legenda z tego faktu bardzo niezadowolony był lokalny pastor Roderick Macleoad, który nazwał gorzelnię “jednym z największych przekleństw, które mogą się trafić temu czy jakiemukolwiek innemu miejscu”. Ciężko powiedzieć czemu był przeciwny, w końcu zakład dawał pracę rodzinom mieszkającym w okolicy.
W tamtych latach pracownicy jako zapłatę otrzymywali specjalnie tłoczone monety. Każda odpowiadała jednemu dniu pracy. Można je było później wymienić na normalną walutę, a historyczne monety do dziś są udostępnione w Visitor Center.

Wyspa był całkowicie odcięta od lądu. Jedyny transport odbywał się drogą morską z udziałem niewielkich statków parowych. Przy ich pomocy transportowany był np jęczmień, który na wyspie nie rośnie. Na miejscu nie było jednak żadnej przystani. Statki musiały czekać na odpowiedni poziom przypływu, aby można było dokonać rozładunku/załadunku. Pierwsza przystań, która uniezależniła te operacje od pływów powstała dopiero w roku 1900. Obecnie można tam dojechać samochodem korzystając z mostu w Kyle. Za przeprawę trzeba jednak zapłacić.
W 1880 roku pisarz i poeta Robert Louis Stevenson, autor m.in. „Wyspy skarbów”, w swoim wierszu uznaje whisky Talisker za “królową alkoholi”.

Destylarnia przez lata wielokrotnie zmieniała właścicieli. Jest to wynikiem różnych bankructw, przestępstw podatkowych, a nawet kar więziennych (w 1879 za kratki trafia John Anderson za sprzedaż nieistniejącej partii whisky). Sytuacja zaczyna się stabilizować od 1880 roku kiedy to zakład przejmuje: Alexander Grigor Allan i Roderick Kemp. Ciekawostką jest to, że ten drugi w 1892 sprzedaje swoje udziały, aby odkupić od James’a Stuart’a destylarnię Macallan. W 1898 w wyniku fuzji powstaje Dailuaine-Talisker Distillers Company. W 1916 roku ma miejsce kolejne przejęcie tym razem przez konsorcjum w składzie: John Walker, John Dewar, W. P. Lowrie i Distillers Company Limited. Ostatecznie Talisker trafia pod skrzydła DCL (obecnie Diageo) w 1925 roku.
Kolejną ciekawostką jest to, że od początku produkcji, aż do 1928 roku Talisker był potrójnie destylowany, co w Szkocji jest rzadkością. Obecnie taka destylacja odbywa się tylko w Auchentoshan, oraz częściowo w Springbank.

Nie wiem ile może trwać w mocy złorzeczenie wspomnianego na początku pastora, ale w 1960 roku w destylarni wybucha pożar, który niszczy dużą część zakładu. Przyczyną był otwarty zawór w alembiku końcowej destylacji. Płonący strumień destylatu wpływał do zatoki Harport. Widok ognistej tafli niewątpliwie był czymś zapierającym dech w piersiach. Odbudowa trwała dwa lata.
Od 1972 Talisker nie produkuje już własnego słodu. Zaczął go sprowadzać z słodowni Glen Ord. Zawartości fenoli torfowych waha się na poziomie 18-20 ppm.

Talisker w trzech odsłonach – Skye / 10 Y.O. / Dark Storm

W 1988 roku na rynku pojawia się słynna seria Classic Malts of Scotland gdzie jako reprezentant wyspiarskiego stylu figuruje Talisker. Seria jest zabiegiem marketingowym Diageo. W jej skład wchodzi 6 przedstawicieli różnych stylów whisky produkowanej przez tenże koncern. Oficjalnie według SWA regionów jest 5, a Talisker należy do Highlands. Nieoficjalnie należy do regionu Islands.
Do roku 2017 była to jedyna destylarnia działająca na wyspie. Obecnie drugą jest Torabhaig, który już sprzedaję swoją pierwszą “single malt whisky”

W oficjalnej ofercie destylarni przez długi czas była tylko wersja 10-letnia oraz nieliczne Distillers Edition. Ta pierwsza jak i większość kolejnych leżakowana jest wyłącznie w beczkach po bourbonie, a wersja Distillers finiszowana jest w beczkach po sherry amoroso. Od 2004 pojawia się wersja 18y, a w kolejnych latach: 57o North, Port Ruighe (finisz w beczkach po porto), Storm, Skye, Dark Storm (wysoko zatorfiona), 25-etnia i 30-letnia.

Znakiem rozpoznawczym Taliskera jest jego hasło “made by the sea” oraz nietypowa bo 45,8% zawartość alkoholu. Wyjątkiem jest tu 57o North, gdzie alkoholu mamy aż 57%.

Destylarnia jest udostępniona do zwiedzania, natomiast jej magazyny (te, które mieszczą się na wyspie) to kolejna mikro-ciekawostka. Nie są wysokie, zaledwie na dwa rzędy beczek i mieszczą się blisko oceanu, co ma nadawać destylatowi jego słynną morskość. Zakład produkuje około 3,5 miliona litrów alkoholu rocznie.

Talisker 10 Y.O. – morze zamknięte w butelce

Trochę się rozpisałem – przepraszam, ale do Taliskera podchodzę z wielkim sentymentem. Talisker 10y był pierwszą butelką single malt jaką kupiłem, choć kompletnie nie miałem pojęcia co się w niej kryje. Stąd tak chętnie opisałem jego historię, ale pora przejść do omawianego trunku.

Nie wiemy czy jest to wersja “distillers”, zakładam więc, że opisywana pozycja leżakowała tylko w beczkach po bourbonie przez nieokreślony czas. Nie ma informacji na temat koloryzacji, czy też filtracji. Objętość alkoholu wynosi jak przystało na Talisker’a 45,8%.

Pierwsze zaciągnięcie nosem i … jest wyjątkowo (jak na Taliskera) delikatnie. Nie jest to na pewno zapach nieco zadziornej 10-cio latki. Jest słodko, karmelowo, zdecydowanie wyczuwalna morska bryza i sól. Sprawdzam jak smakuje. Dymek bardziej wyrazisty niż na nosie. Jest obiecana słodycz w postaci pieczonego w ognisku jabłka, które skórkę ma nieco przypaloną, a w środku nadal raczej twarde – to bardzo przyjemny smak. Na nosie torfowość się nasiliła. Zapach przypomina spacer po plaży po przejściu sztormu, gdy zaczęły już pracować wędzarnie ryb. Wyczuwam też jabłko, które przed chwilą odkryłem w smaku, oraz suszone owoce – takie na kompot. Jeszcze jeden łyk. Tym razem przychodzi dodatkowo toffi, niezbyt gorzka czekolada (ale na pewno nie mleczna) i szczypta chili. Whisky wybrzmiewa powoli pozostawiając początkowo smak słonego karmelu, a gdzieś w oddali nieco dębiny i troszkę wędzonej ryby.

Przyznam, że zostałem pozytywnie zaskoczony, obawiałem się rozczarowania. Destylarnia obroniła się w 100%, a może zwyczajnie Talisker jest jednym z moich ulubionych trunków? Na koniec porównałem sobie ten specjalny wypust z wersją 10y, 18y i Port Ruighe. 10y jest zdecydowanie ostrzejsza, ma większy pazur. 18y tu czuć lata leżakowania, alkohol jest bardzo dobrze ułożony. Port Ruighe – no cóż, z uwagi na finiszowanie to zupełnie inny wymiar. Talisker z serii Gry o Tron zaskoczył mnie wysokim poziomem słodyczy. Zastanawiam się czy jednak nie było tam jakiś beczek po amoroso. Nie piłem jednak żadnej “Distillers Edition” więc pozostanie to dla mnie tajemnicą. Na chwilę obecną była to najlepsza z 5 testowanych butelek 🙂

Autor: Olo

Bibliografia:
“Whisky leksykon smakosza” David Wishart, wydanie czwarte poprawione
https://scotchwhisky.com/
https://www.whisky.com/whisky-database/distilleries.html
http://www.bestofwhisky.pl/wiedza/dest_all.php
https://sklep-domwhisky.pl/blog-pol.phtml