Game of Thrones House Stark – Dalwhinnie Winter’s Frost (43%)

Daleko, na mroźnej północy swoją siedzibę ma ród Starków. Od nich pochodzi słynne, serialowe: “Winter is comming”, a jak wiemy zima w świecie Gry o Tron nie jest idyllą Świętego Mikołaja. Niesie za sobą chłód, strach i śmierć.
Wrażenie odosobnienia potęguje jeszcze wilk znajdujący się w herbie rodu, przeniesiony na etykietę omawianej dziś butelki. Uważam, że destylarnię do reprezentowania tego rodu wybrano idealnie i na pewno przemyślanie, o czym dowiecie się z poniższego tekstu.

Destylarnia rozpoczyna swoją historię stosunkowo późno. Powstaje w 1897 roku, a produkcja rusza rok później. Zakład położony jest na przełęczy w górach Cairngorn na wysokości 325 m.n.p.m. Jest drugą (jedno ze źródeł mówi że trzecią) po Braeval najwyżej położoną gorzelnią w Szkocji. Miejsce było idealne, ponieważ obfitowało w zasoby torfu do suszenia, oraz czystą górską wodę. Początkowa nazwa destylarni to- Strathspey. Jednak po zmianie właściciela, która odbyła się zaledwie rok po uruchomieniu, otrzymała nazwę Dalwhinnie. W języku galickim znaczy to “miejsce spotkań”. Nazwa pochodzi od miasteczka, gdzie położona jest gorzelnia.

Początkowo destylarnia została wybudowana frontem do linii kolejowej. Droga dla transportu kołowego nie była wówczas tak istotna. Obecnie podjeżdżając z wizytą widzimy zakład niejako od tyłu z umiejscowionymi tam drewnianymi kadziami chłodzącymi.

W 1884 licencję na produkcję otrzymuje James Buchanan – twórca whisky mieszanej “Black & White”. Właśnie tam trafia większa część produkcji Dalwhinnie.
W 1986 roku podczas remontu, wymieniono oryginalne miedziane wężownice służące do skraplania alkoholu na nowe płaszczowo-rurowe. Zabieg ten jednak tak diametralnie zmienił smak destylatu, że podczas kolejnego remontu w latach 1992-95 powrócono do tradycyjnego pierwotnego rozwiązania.
Kolejną istotną datą jest rok 1988, kiedy Dalwhinnie trafia do kolekcji “Classic Malts” jako przedstawiciel Highlands. Sama seria to pomysł United Distillers (obecnego Diageo) na pokazanie destylarni najlepiej oddających specyfikację danego regionu.

Z czasów teraźniejszych ciekawą informacją jest to, że na miejscu znajduje się stacja meteorologiczna. Dzięki niej zarejestrowano tu najniższą temperaturę w Wielkiej Brytanii. Zimą, z powodu dużych opadów śniegu i mroźnych temperatur destylarnia jest często odcinana od reszty kraju. Nie można się do niej dostać ani koleją, ani samochodem. Jest jednak w pełni samowystarczalna, przygotowana na takie warunki i wyposażona nawet w hotel dla personelu.
Zakład posiada na miejscu dwa swoje magazyny mieszczące 5000 beczek. Whisky leżakuje w większości w dębinie po bourbonie. Do nielicznych edycji używane są beczki po Oloroso Sherry. Produkuje się tu 1,3 miliona litrów alkoholu rocznie.

Destylarnia jest udostępniona do zwiedzania, a jej podstawowymi edycjami są: wersja 15yo, oraz od lipca 2015 wersja Winter’s Gold. Jest to edycja bez podanego wieku, destylowana tylko od października do marca, a sam producent poleca degustować ją zmrożoną.

Omawiana pozycja leżakowała tylko w beczkach po bourbonie przez nieokreślony czas. Nie ma informacji na temat koloryzacji, czy też filtracji. Objętość alkoholu wynosi nieco więcej niż przy poprzednio opisywanych – 43%.

Jako, że jest to mój pierwszy kontakt z Dalwhinnie i nie wiem czego się spodziewać, tym chętniej nalewam sobie drama.
Pierwsze, co przychodzi w zapachu to skórka chleba oraz wanilia. Dobrze wyczuwalny jest też słodki miód i pszczeli wosk. W kolejnym kroku przychodzą dojrzałe owoce w skórce, takie jak jabłko czy gruszka. Jest zaskakująco intensywnie i ciekawie. Próbuję. Jest słodko. Nawet bardzo słodko. Jest karmel, toffi, jest mleczna czekolada i coś jeszcze, ale umyka. Wracam do zapachu. Ponownie na początku skórka chleba tym razem z słodem jęczmiennym i niewielką ilością aromatów skórzanych. Coś w stylu starej walizki, czy też starego paska. Nie trwa to długo ponieważ ponownie owoce przykrywają całość. Drugi łyczek przynosi odpowiedź na niewiadomą – umykającym elementem okazała się malinowa delicja. Finisz jest przyjemny waniliowo-dębowy, dość krótki.

Mój pierwszy kontakt z whisky Dalwhinnie uważam za udany. Było miło, przyjemnie, ciekawie. Nie jest to pozycja degustacyjna, ale przy pierwszym kieliszku warto chwilę poświęcić, żeby odkryć co ma do zaoferowania. Zastanawiam się czy wersja Winter’s Gold jest mocno odmienna od Winter’s Frost i chętnie tej drugiej kiedyś spróbuję. Może nie będę od razu kupował butelki, ale jak spotkam gdzieś w pubie to na pewno zamówię szklaneczkę.

Autor: Olo

Bibliografia:
“Whisky leksykon smakosza” David Wishart, wydanie czwarte poprawione
https://scotchwhisky.com/
https://www.whisky.com/whisky-database/distilleries.html
http://www.bestofwhisky.pl/wiedza/dest_all.php
https://sklep-domwhisky.pl/blog-pol.phtml