“Gra o Tron” – serial, o którym słyszeli chyba wszyscy, powstał na podstawie wielotomowej powieści autorstwa R.R. Martina. Zaplanował on w sumie 7 tomów, z czego do tej pory zostało wydanych 5. Ciekawostką jest, że sam serial w pewnym momencie dogonił fabułę, książki i kilka ostatnich sezonów, to już czysty wymysł scenarzystów.

Moja wiedza na ten temat jest jednak, powiedziałbym poniżej miernej, ponieważ książki nie czytałem, a z serialu obejrzałem dwa lub trzy pierwsze odcinki. Stwierdziłem, że nic się tam ciekawego nie dzieje, że tylko się mordują, spiskują, politykują, grzecznie mówiąc chędożą – generalnie nie moje gusta. Serial natomiast spodobał się pozostałej części rodziny i obejrzeli go do ostatniej minuty ostatniego sezonu. Dzięki temu miałem okazję raz na jakiś czas rzucić okiem na ekran TV – i tych rzadkich okazji nie omieszkam wykorzystać w tekstach na temat whisky … A! No właśnie! Najważniejsza sprawa dotycząca tego serialu. Otóż producent HBO wziął się był i dogadał z gigantem alkoholowym Diageo. Wyszła z tego seria dziewięciu butelek single malt whisky poświęconych siedmiu rodom przedstawionym w serialu oraz dwie dedykowane: “Nocnej Straży” i “Sześciu Królestwom”. Większość z tych pozycji nie była wcześniej dostępna na rynku. Premiera whisky odbyła się tuż przed premierą ostatniego ósmego sezonu serialu.

Zestaw Diageo zawiera:
Game of Thrones House Tully – Singleton of Glendullan Select (40%)
Game of Thrones House Targaryen – Cardhu Gold Reserve (40%)
Game of Thrones House Baratheon – Royal Lochnagar 12 Year Old (40%)
Game of Thrones House Stark – Dalwhinnie Winter’s Frost (43%)
Game of Thrones House Greyjoy – Talisker Select Reserve (45,8%)
Game of Thrones House Lannister – Lagavulin 9YO (46%)
Game of Thrones Six Kingdoms – Mortlach 15YO (46%)
Game of Thrones House Tyrell – Clynelish Reserve (51,2%)
Game of Thrones The Night’s Watch – Oban Bay Reserve (43%)

Z uwagi, że nie jestem wielkim fanem serialu, ani nie czytałam książki nie byłem  zainteresowany zakupem całej serii. Nie wydawały mi się specjalnie interesujące. Patrzyłem na to, jak na bardzo udany chwyt marketingowy. Być może jak na serię kolekcjonerską. Natomiast w obydwu przypadkach nie byłem “targetem” dla tych działań. Chętnie bym spróbował, ale żeby od razu kupować to nie koniecznie. Tym bardziej ucieszyłem się, kiedy dostałem komplet sampli to przetestowania i zielone światło na ich opisywanie 🙂

Zacznijmy zatem naszą pieśń lodu i ognia bo … Winter is coming

Game of Thrones House Tully – Singleton of Glendullan Select (40%)

Serialowy ród Tully posiada herb, na którym widzimy srebrnego pstrąga, wyskakującego ponad fale. Podobnie jest na etykiecie, tylko, że ten jest jakiś taki agresywny.
Natomiast co do samej rodzinki, to pojawia się tu osobliwa mamuśka, która karmiła piersią swojego dziesięcioletniego syna – ot takie dziwactwo.

Zaczniemy od nazwy Singleton. Zazwyczaj (podkreślam zazwyczaj ponieważ jest dużo wyjątków), jeżeli mówimy o whisky single malt to nazwa tej whisky jest jednocześnie nazwą destylarni , która ją produkuje. W tym przypadku jest inaczej. Słowo “singleton” oznaczało kiedyś unikatową beczkę, lub wyjątkowy destylat. W dziejach historii destylarnia Auchroisk nazwała tak jedną z swoich single malt. Ostatecznie Diageo wybrało tą nazwę jako markę sprzedawanej whisky. Słowo klucz: marka.

Występują trzy rodzaje whisky Singleton:

Singleton of Dufftown – wydana na rynek europejski

Singleton of Glendullan – idzie na rynek amerykański

Singleton of Glen Ord – ta z kolei przeznaczona jest na rynek azjatycki

Ciekawość niedostępności wersji Glendullan w Polsce wzięła u mnie górę i dlatego od niej zaczynam degustacje całej serii.

Destylarnia Glendullan została wybudowana w 1897 przez rodzinę William Williams And Sons na obrzeżach Dufftown, które szczyciło się w pewnym momencie siedmioma gorzelniami. Co ciekawe, nazwa wskazuje na dolinę rzeki Dullan. Zakład leży jednak nad rzeką Fiddich, a jak wiemy taka nazwa jest już zarezerwowana. Użyto więc nazwy innej pobliskiej rzeki.

Kolejna ciekawostką jest zasilanie zakładu przez koło wodne o średnicy ponad 4 m. Dawało to duże oszczędności w stosunku do silników parowych, które były wówczas w użyciu. Dodatkowym atutem dla przedsiębiorców była przebiegająca obok linia kolejowa. Obecnie zakład produkuje poniżej czterech milionów litrów alkoholu rocznie – jest drugą co do wielkości szkocką destylarnią należącą do Diageo. Większość produkcji trafia do blendów giganta: Dewar’s, Bell’s, Old Part i oczywiście Johnnie Walker. Destylat przeznaczony do single malt leżakuje w magazynach na terenie destylarnii, natomiast ten do blendów wyjeżdża do zewnętrznych magazynów właściciela. Zakład niestety nie jest udostępniony dla zwiedzających.

Co otrzymujemy w butelce? Omawiana pozycja leżakowała tylko w beczkach po bourbonie. Nie mamy podanego okresu leżakowania, nie ma informacji na temat koloryzacji czy też filtracji. Objętość alkoholu wynosi 40%.

Można próbować 🙂
Bardzo przyjemny słód jęczmienny. Zaraz za nim przychodzi wanilia – ewidentny wpływ beczki. Kolej na owoce, które nie są natarczywe, trochę brzoskwini, trochę świeżego banana. Alkohol niewyczuwalny. Przyznam, że jestem pozytywnie zaskoczony. Spodziewałem się czegoś … hmmm … prostszego, ordynarnego, a jest przyjemnie. Czas na pierwszy łyk. Na początek delikatna pieprzność. Następnie pojawia się karmel i troszkę miodowej słodyczy – taka krucha krówka. Z kolei w zapachu Ddochodzi teraz jeszcze trochę warzywnego bulionu, oraz coś jakby skrobia z świeżo obranego ziemniaka. Naprawdę ciekawie. Kolejne łyczki pozwalają odkryć kolejne smaki. Pojawia się biszkopt, jest też dębina i jej taniny. Smak niestety nie spełnia obietnicy zapachowej. Po wszystkim zostaje przyjemny drewniany posmak, w kierunku wytrawnego, raczej płytki i ulotny.

Zapach jest atutem tej whisky. Natomiast smak wypada nieco gorzej. Wszystko tu jest takie “po trochu”. Nie ma smaku wiodącego, wszystkiego trzeba się wręcz doszukać. Po pierwszy łyku zastanawiałem się, co napisać, bo nic nie podchodziło “pod pióro”. Whisky jest wodnista, przydałoby jej się kilka dodatkowych %. Natomiast świetnie się sprawdzi podczas oglądania serialu. Nie jest nachalna, nie skupia na sobie uwagi, jest przyjemna w odbiorze, łatwo pijalna.

To jest taki HBO-dram 🙂 Może właśnie o to chodziło?

 

Autor: OLO