Niedawno na naszym rynku pojawiły się cztery ciekawostki reprezentujące nowy projekt Michała Płucisza, twórcy Wolf & Oak, a teraz także Veles Distillery. Dzięki uprzejmości Michała w moje ręce trafiły sample każdego z nich i po dwóch intensywnych posiedzeniach, mogę już wypowiedzieć się na ich temat. Nie ukrywam, że gdy tylko na stronie Alkohole Rzemieślnicze – pojawiła się oferta dwóch wersji amerykańskiej whiskey i dwóch rumu, widząc samą oprawę graficzną i mrok w butelkach moje dłonie szybko odnalazły przycisk ” Do koszyka”. Prezentacja jest piękna, kusi prostotą, a do tego sam fakt, że mamy do czynienia z alkoholem sprowadzonym (w przypadku whiskey – Ameryka, w przypadku rumu – Wenezuela), który został poddany finiszowaniu pod okiem Michała już w kraju, zaciekawił i raczej gwarantował jakość. Gdy jednak wyskoczyła mi cena końcowa w postaci kwoty ok. 1000 zł, postanowiłem przeczekać pierwszy zachwyt. Mamy w końcu do czynienia z młodym alkoholem, którego główną zaletą miało być finiszowanie. Czy będzie to warte kwoty 240/250 zł? Myślę, że po degustacji mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Na zestaw sampli składa się:
– Veles Rum „trio”
– Veles Rum „smoky”
– veles Whiskey „quattro”
– Veles Whiskey „smoky”

No to do dzieła.

Veles Rum „trio”
Mamy do czynienia z rumem z Wenezueli, który według producenta spędził w beczce ponad 5 lat. Na serię pierwszą składają się 182 butelki, a moc alkoholu wynosi 58,4%. Początkowo leżakowany był w beczkach z amerykańskiego dębu, aby w Polsce zostać poddanym finiszowaniu pod okiem producenta. Cena – 250 zł

W nosie znajdujemy bogactwo suszonych owoców, karmelu, cukru trzcinowego i nuty syropu klonowego. Zachęca do degustacji i ukazuje rum w zupełnie nowym obliczu.

W smaku wydaje się gęsty, oblepia podniebienie i od początku, aż do końca dostarcza wielu poziomów smaku. Znajdziemy tu ponownie suszone owoce, ale podbite ciemną czekoladą i nutami zleżałej herbaty. Jest to alkohol deserowy. Moc 58,4% miło szczypie w język i dodaje całości wyrazu.

To dobry produkt. Jeden z najlepszych rumów, jakie miałem okazję degustować. Podoba mi się jego budowa, a także możliwość degustacji bez kastracji do 40%.

– Veles Rum „smoky”
Tym razem dostajemy rum poddany finiszowaniu w beczce z polskiego dębu i beczce po czerwonym winie wędzonej wcześniej drzewem czereśniowym. Moc to 58,4%, a cena wynosi 240 zł. Pierwsza edycja składa się z 307 butelek.

W nosie intensywne, rumowe nuty znikają, a przykrywa je słodka wędzonka i owocowa herbata. Nakładka jest na tyle intensywna, że w blindzie trudno by mi było powiedzieć z czym mam do czynienia.

W smaku dostajemy złożony produkt, który stanowi wariację na temat słodyczy alkoholu i wielu aspektów dębowych. Ja najmocniej odbieram polski dąb, który wprowadza waniliową słodycz, świeżość i miód rzepakowy. To nadal jest dobry rum, ale uzyskał jakby filtr, przez który patrzymy na niego z innej perspektywy.

Po opisie, spodziewałem się dużej ilości dymu, ale go tu nie znalazłem. „Smoky” okazało się raczej kompotem z suszu.

– Veles Whiskey „quattro”
Tym razem mamy do czynienia z whiskey amerykańską. Jest to czterolatka z Kentucky, która gdyby tak zostałaby zabutelkowana mogłaby nosić miano bournona. Po wylądowaniu w naszym kraju poddana została finiszowaniu w polskim i francuskim dębie. Moc wynosi 57,2%, a na pierwszą partię składa się 187 butelek w cenie 250 zł za sztukę.

W nosie znajdujemy bogactwo dębiny. Jest to dębina słodka, herbaciana, która kojarzy się z ciastem świątecznym i skórką chleba. Nuty typowe do bourbonów, jak syrop klonowy i kukurydza nadal u są, ale mam wrażenie, że finiszowanie zepchnęło je na dalszy plan.

W smaku czuć moc, młodość destylatu i transparentność produktu. Nie jest to klasyczny Jim Beam, czy inny przedstawiciel budżetowych whiskey. To bogaty, złożony produkt, który daje możliwość spróbowania wyrobów Kentucky w zupełnie innym świetle. Mam jednak wrażenie, że polski dąb złagodził trochę amerykański charakter. Czy to dobrze, czy źle, pozostaje kwestią gustu.

– Veles Whiskey „smoky”
Ostatni z degustowanych alkoholi to ta sama whiskey, poddana bardziej skomplikowanym eksperymentom. Nadal mamy tu do czynienia z czterolatką, jednak moc wynosi 56%, a ilość butelek w serii to 313, w cenie 240 zł za sztukę.
Tym razem finiszowanie polegało na użyciu beczek z polskiego dębu, a także francuskiego, wędzonego wcześniej drewnem czereśniowym, śliwkowym i torfem.

Ponownie spodziewałem się, że „smoky” uderzy mnie charakterystycznymi dla whisky torfowych skórą, morzem, wygasłym ogniskiem, jodyną itd, ale nie. Mamy tu raczej intensywną mieszankę suszonych owoców, czerwonej herbaty, jagód. Wszystko to skąpane jest w leśnej ściółce i powietrzu po burzy. To ciekawa kompozycja, złożona i godna dłuższej degustacji. Natomiast mam wrażenie, że nie każdy fan bourbona będzie uradowany z tych niuansów.

W smaku mamy znów mieszankę Ameryki, syrop klonowy, smażoną na maśle kukurydzę, dużo wanilii, a do tego świąteczny susz, śliwki, czekoladę i goździki. Moc na pewno wyczuwalna, ale przyjemna. Dodaje pazur w finiszu.

Jak podsumować degustację produktów Veles Distillery? Na pewno są one nieoczywiste. Podoba mi się, że siadając do obu wersji rumu, czy whiskey możemy zobaczyć co „było” lub co może być. Wyobraźnia dzięki temu dostaje porządnego kopa, bo jeśli wyszło „to”, to co jeszcze nas czeka. Eksperymenty Michała z beczkami, pokazują nam jak wiele daje dąb, a także wizja producenta. Dla osób, które potrafią docenić takie produkty, na pewno będzie to gratka. Mam wrażenie, że nie chodzi tu o sam rum, czy whiskey, ale o wariacje na ich temat. Mi osobiście produkty UN „smoky” przypadły bardziej do gustu, choć każdą z degustowanych ekspresji Velesa mogę szczerze polecić.

*zdjęcia pochodzą ze strony producenta